Sektor energetyczny stoi w obliczu ogromnego przekształcenia. Władze w Waszyngtonie przygotowują się do przejęcia większościowej kontroli nad gigantycznymi zasobami ropy naftowej w Wenezueli. Przewidziane porozumienie zakłada powstanie nowego podmiotu rynkowego, który pod względem wielkości zasobów ustępować będzie wyłącznie saudyjskiemu gigantowi Aramco.
Rezerwy paliwowe USA na historycznym dnie
Głównym motywem działań Białego Domu ma być pilna potrzeba uzupełnienia amerykańskiej Strategicznej Rezerwy Naftowej (SPR). Wskutek wcześniejszych decyzji politycznych oraz interwencji mających na celu łagodzenie rynkowych wstrząsów po konflikcie w Ukrainie czy napięciach z Teheranem, poziom zgromadzonych zapasów spadł poniżej granicy 300 milionów baryłek. To najniższy pułap od 1982 roku.
Donald Trump za pośrednictwem platformy Truth Social wyraził przekonanie, że dostęp do wenezuelskich zasobów pozwoli szybko rozwiązać ten problem. Zapowiedział rychłe rozpoczęcie procesu napełniania magazynów, określając całą sytuację mianem "daru" dla obywateli USA oraz krytykując stan rezerw pozostawiony przez administrację Joe Bidena.
Warunki fuzji i struktura nowego giganta
Według informacji ujawnionych przez dziennik "Wall Street Journal", model współpracy opiera się na powołaniu dedykowanego podmiotu gospodarczego. Strona amerykańska ma dysponować w nim 55-procentowym pakietem udziałów, tworząc spółkę wspólnie z operatorem z Wenezueli.
Nowa struktura uzyska dostęp do szacowanych na ponad 65 miliardów baryłek potwierdzonych złóż surowca. W zamian, zgodnie z wytycznymi Departamentu Stanu, do wenezuelskiej gospodarki ma napłynąć około 100 miliardów dolarów w postaci prywatnego kapitału inwestycyjnego ze Stanów Zjednoczonych. Jest to przedsięwzięcie bezprecedensowe pod względem bezpośredniego zaangażowania amerykańskich władz w zarządzanie zagranicznymi aktywami energetycznymi.
Ostra reakcja polityczna i zarzuty o korupcję
Decyzja o przejęciu kontroli nad surowcami wywołała silny sprzeciw części amerykańskich polityków oraz środowisk opozycyjnych w Wenezueli. Krytycy wskazują na brak realnych zmian demokratycznych w Caracas oraz pomijanie kwestii wolnych wyborów.
Zdecydowane stanowisko zajął senator Partii Demokratycznej Tim Kaine, który zarzucił administracji przedkładanie korzyści majątkowych nad zasady konstytucyjne:
„Teraz widzimy, dlaczego Trump najechał Wenezuelę. Odsunął dyktatora Maduro, ale utrzymał jego wiceprezydentkę u władzy, jednocześnie blokując powrót do domu liderki opozycji i laureatki Nagrody Nobla Marii Coriny Machado, a także opóźniając wszelkie rozmowy o wyborach (...) po to, aby Stany Zjednoczone mogły kontrolować wenezuelską ropę, łamiąc jej konstytucję!”
Polityk dodał również, że zawarte ustalenia doprowadzą do wzbogacenia ludzi z bliskiego otoczenia prezydenta, określając zaangażowanie sił zbrojnych w proces przejmowania surowców jako przejaw ogromnej korupcji.