Ostra riposta militarna na granicy Korei
Sytuacja w Azji Wschodniej błyskawicznie uległa eskalacji po tym, jak Pjongjang przeprowadził kolejne testy z bronią rakietową. W stronę Morza Japońskiego wystrzelono serię pocisków balistycznych. Reakcja ta nastąpiła bezpośrednio w trakcie trwania wspólnych manewrów sił zbrojnych USA oraz Korei Południowej.
Ustępstwa Amerykanów i zmiana strategii manewrów
Do próby rakietowej doszło pomimo wyraźnego złagodzenia postawy ze strony sprzymierzonych wojsk. Zaledwie kilkadziesiąt godzin wcześniej dowództwo podjęło decyzję o znacznej modyfikacji prowadzonych działań:
- Rozpoczęte 17 sierpnia ćwiczenia zostały skrócone, a ich zakres w terenie wyraźnie okrojono.
- Szef południowokoreańskiego resortu obrony potwierdził całkowite odwołanie drugiej fazy manewrów, która miała obejmować ćwiczenia z zakresu kontrataku.
Tłumacząc te modyfikacje, Donald Trump zaznaczył, że dotychczasowy zakres ćwiczeń wysyłał niewłaściwy sygnał władzom Pjongjangu i utrudniał ewentualny dialog. Tłem dla tych decyzji były również chłodniejsze relacje na linii Waszyngton-Seul, wywołane odmową wsparcia amerykańskich działań w potencjalnym konflikcie z Iranem.
Plany kolejnego szczytu i arsenał Pjongjangu
Krok militarny Korei Północnej nastąpił niemal równolegle z deklaracjami powrotu do dyplomacji. Donald Trump ogłosił w rozmowie z mediami, że zamierza spotkać się z Kim Dzong Unem jeszcze w tym roku. Według analiz prasowych do takiego wydarzenia mogłoby dojść przy okazji nadchodzącego szczytu APEC w Chinach.
Dobrze się dogadujemy
– przekonywał amerykański polityk, zwracając uwagę, że bezpośrednie relacje nie były odnawiane od 2019 roku. Dodatkowo podkreślił on rosnący potencjał militarny Pjongjangu, szacując go na 57 bardzo potężnych głowic jądrowych. Co ciekawe, ze strony północnokoreańskiej płyną sprzeczne sygnały – siostra dyktatora, Kim Jo Dzong, twierdziła wcześniej, że nic jej nie wiadomo o oficjalnych kontaktach dyplomatycznych z Waszyngtonem.