Paradoks wspólnego agresora
Teheran stał się punktem styku interesów bezpieczeństwa Kijowa i Jerozolimy. Podczas gdy izraelskie władze od dekad alarmują o zagrożeniu nuklearnym ze strony Iranu, Ukraina mierzy się z realnymi skutkami użycia irańskich dronów przez rosyjską armię. Niedawny atak sił ukraińskich na jednostkę transportową na Morzu Kaspijskim, przewożącą sprzęt dla agresora, to jasny sygnał, że oba kraje walczą z tym samym zapleczem militarnym.
Dyplomatyczny dystans w Waszyngtonie
Mimo tej zbieżności celów, ostatnie wydarzenia w USA potwierdziły, że do przełomu w relacjach jest daleko. Podczas uroczystości pogrzebowych senatora Lindseya Grahama, obaj prezydenci ograniczyli się jedynie do zdawkowych uprzejmości. Choć Wołodymyr Zełenski i Benjamin Netanjahu rozmawiali oddzielnie z Donaldem Trumpem, próby zorganizowania oficjalnego spotkania dwustronnego zakończyły się fiaskiem.
Strona izraelska argumentowała brak czasu napiętym grafikiem premiera, jednak komentatorzy widzą w tym świadomą strategię zachowania dystansu wobec Kijowa.
Rosyjskie wpływy i obawy o Syrię
Kluczem do zrozumienia postawy Izraela jest obecność Rosji na Bliskim Wschodzie. Izraelska dyplomacja wciąż traktuje Moskwę jako podmiot, z którego zdaniem należy się liczyć, szczególnie w kontekście operacji wojskowych w Syrii. To właśnie obawa przed reakcją Kremla powstrzymuje Jerozolimę przed:
- przekazaniem Ukrainie zaawansowanych systemów przeciwlotniczych,
- wprowadzeniem restrykcji ekonomicznych wymierzonych w Rosję,
- otwartym zaangażowaniem po stronie ukraińskiej armii.
Izraelska polityka zagraniczna nadal opiera się na przekonaniu, że Rosja to mocarstwo, którego nie można drażnić, podczas gdy Ukraina jest postrzegana jako partner o mniejszym znaczeniu strategicznym
– zauważa była deputowana Ksenia Swietłowa.
Wartości a twarda polityka
Benjamin Netanjahu często buduje swój wizerunek na walce o przetrwanie zachodnich wartości, określając Izrael mianem tarczy przeciwko barbarzyństwu. Choć wsparcie dla Ukrainy idealnie wpisywałoby się w tę narrację, realpolitik bierze górę. Strach przed destabilizacją układu sił w regionie okazuje się na ten moment silniejszy niż chęć budowy trwałego sojuszu z krajem, który zmaga się z identycznym zagrożeniem ze strony Iranu.