Problemy wokół upadku kryptowalutowego biznesu uderzają w ścisłe kierownictwo polskiego sportu. Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego, Radosław Piesiewicz, trafił do tymczasowego aresztu na mocy postanowienia katowickiego sądu.
Ciężkie zarzuty i działania służb
Do zatrzymania szefa PKOl doszło za sprawą funkcjonariuszy Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości. Sprawę prowadzą prokuratorzy ze śląskiego wydziału zamiejscowego Prokuratury Krajowej, zajmujący się walką z przestępczością zorganizowaną i korupcją.
Przedstawione podejrzanemu zarzuty mają poważny charakter i obejmują:
- płatną protekcję,
- działanie na szkodę wierzycieli podmiotu Zondacrypto.
Argumenty śledczych i decyzja sądu
Katowicki sąd po wielogodzinnym posiedzeniu zdecydował o zastosowaniu środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania. Informację tę oficjalnie przekazała Anna Adamiak, rzeczniczka Prokuratora Generalnego.
Sędziowie przychylili się do wniosku prokuratury, uznając, że spełnione zostały kluczowe przesłanki prawne:
- wysokie prawdopodobieństwo popełnienia zarzucanych czynów,
- uzasadniona obawa matactwa ze strony podejrzanego.
W tle konflikt o finanse i stanowisko szefa PKOl
Relacje PKOl z firmą Zondacrypto, będącą od października 2025 roku głównym sponsorem organizacji, od pewnego czasu były mocno napięte. Pod koniec kwietnia z budynku komitetu w Warszawie zdemontowano neon sponsorujący firmę, co stanowiło realizację wcześniejszych gróźb Piesiewicza dotyczących braku przelewu kolejnych środków.
Sam szef PKOl kategorycznie nie przyznaje się do winy, dopatrując się w działaniach organów ścigania podłoża politycznego. Tuż przed przesłuchaniem przekazał krótko mediom:
"Polityka, polityka, polityka. Zobaczymy, co z tego będzie. Zobaczymy, kto jest winny."
Wymiar sprawiedliwości uznał jednak, że na obecnym etapie postępowania konieczne jest odizolowanie podejrzanego dla zapewnienia prawidłowego toku śledztwa.