Aresztowanie po tragedii w dzielnicy Bloemhof
Holenderski wymiar sprawiedliwości podjął zdecydowane kroki w sprawie tragicznego pożaru, który wybuchł w ubiegłą niedzielę w Rotterdamie. Funkcjonariusze zatrzymali 38-letniego mężczyznę, któremu postawiono zarzut celowego wzniecenia ognia. Decyzją sądu podejrzany spędzi w areszcie najbliższe 14 dni, podczas gdy specjalna jednostka ds. poważnych przestępstw (TGO) gromadzi dowody w tej sprawie.
Ofiara i zagadkowe zniknięcie lokatorów
Wewnątrz spalonego budynku przy ulicy Lijnzaadstraat strażacy odnaleźli ciało 44-letniego obywatela Polski. To jednak niejedyny polski wątek w tej sprawie. Śledczy intensywnie poszukują kontaktu z oficjalnym najemcą zniszczonego lokalu, który również jest Polakiem. Dotychczasowe próby ustalenia jego miejsca pobytu zakończyły się niepowodzeniem.
Z relacji osób mieszkających w sąsiedztwie wynika, że w lokalu przebywało zazwyczaj kilku mężczyzn. Świadkowie wspominają, że tuż przed weekendem lokatorzy wspominali o planach wakacyjnych:
Sąsiedzi widzieli ich po raz ostatni w piątek. W rozmowach pojawiała się informacja, że mężczyźni planują wyjazd na urlop do Polski.
Ewakuacja dziesiątek rodzin i apel policji
Skala zdarzenia była ogromna – ze względu na gwałtowny rozwój ognia, służby ratunkowe musiały natychmiastowo ewakuować mieszkańców z 60 okolicznych lokali. Obecnie priorytetem dla śledczych jest ustalenie motywu działania podpalacza oraz odtworzenie ostatnich godzin przed tragedią.
Policja z Rotterdamu zwróciła się z prośbą o wsparcie do wszystkich osób, które w niedzielę przebywały w okolicy Lijnzaadstraat. Kluczowe dla śledztwa mogą okazać się:
- Nagrania z kamer samochodowych zarejestrowane w pobliżu miejsca zdarzenia.
- Materiały z wideodomofonów oraz prywatnego monitoringu posesji.
- Informacje o ewentualnych sporach lub konfliktach, do których mogło dochodzić między mieszkańcami spalonego lokalu.
Służby nie wykluczają, że u podłoża tragedii leżał konflikt personalny, który mógł doprowadzić do tak dramatycznego finału.