Zdobywanie wysokogórskich szczytów wymaga wyobraźni i odpowiedzialności, jednak zachowania niektórych turystów wprawiają ratowników w osłupienie. Na zboczach najpotężniejszego wulkanu w Japonii doszło do sytuacji, która oburzyła lokalne służby i opinię publiczną.
Dziecko pozostawione bez opieki na wysokości 2000 metrów
W czwartkowy poranek pracownicy jednego ze schronisk górskich zlokalizowanych przy trasie na Fudżi natrafili na samotnego, skrajnie zmęczonego siedmiolatka. Malec przebywał w pobliżu jednego z punktów kontrolnych. Jak się okazało, na szlaku zostawił go własny rodzic.
48-letni mężczyzna wspinał się na szczyt wraz z dwójką dzieci. Gdy młodszy syn opadł z sił i nie miał możliwości kontynuowania marszu, ojciec nakazał mu czekać w miejscu, po czym ruszył w dalszą drogę ze starszym dzieckiem. Za nic miał zagrożenia wynikające z przebywania kilkulatka na trudnym, wysokogórskim terenie.
Stanowcza odpowiedź policji
Gdy nieodpowiedzialny turysta schodził ze szczytu, na miejscu czekali już na niego funkcjonariusze. Służby bezogródek potępiły postępowanie 48-latka, podkreślając, że w przypadku problemów któregokolwiek z uczestników wyprawy, jedyną właściwą decyzją jest przerwanie wspinaczki całej grupy.
Jeśli nie mogliście kontynuować wspinaczki razem, należało z niej zrezygnować. Nie można zostawiać dziecka samego, to niedopuszczalne.
Mężczyzna wyraził skruchę i złożył oficjalne przeprosiny. Obecnie służby ustalają, czy sprawa zakończy się wyciągnięciem wobec niego formalnych konsekwencji karnych.
Lekkomyślność na zboczach japońskiego symbolu
Wydarzenie to jest kolejnym dowodem na rosnący problem nieodpowiedzialnych zachowań turystów na Fudżi (3776 m n.p.m.). Wpisany na listę UNESCO wulkan, leżący niedaleko Tokio, co roku przyciąga około 200 tysięcy piechurów, co zmusza władze do wprowadzania limitów wejść na popularnych trasach.
Lokalni ratownicy zwracają uwagę na zjawisko ignorowania podstawowych zasad bezpieczeństwa. Wśród ostatnich niebezpiecznych incydentów wymienić można:
- pomoc medyczną dla 99-letniej kobiety, która doznała groźnego upadku na szlaku w lipcu,
- akcję ratunkową wobec 27-letniego studenta, który poza sezonem był dwukrotnie ratowany w ciągu zaledwie czterech dni, ponieważ wracał w niebezpieczne rejony po zgubiony telefon.
Ratownicy po raz kolejny przypominają, że góry wymagają pokory i przygotowania, a bezpieczeństwo najmłodszych powinno być bezwzględnym priorytetem każdego opiekuna.