Zamiast zapowiadanego odpolitycznienia Trybunału Konstytucyjnego pojawiają się kolejne wątpliwości wokół obsady sędziowskich foteli. Wskazanie Macieja Berka, bliskiego współpracownika szefa rządu, spotkało się ze sprzeciwem ze strony środowiska prawniczego oraz byłego prezydenta.
Głos z Sądu Najwyższego: Potrzeba bezstronnych ekspertów
Istotne zastrzeżenia wobec tej propozycji wyraził sędzia Sądu Najwyższego Michał Laskowski. Choć docenia on merytoryczne zaplecze kandidata, zdecydowanie sprzeciwia się powierzaniu tak odpowiedzialnych funkcji osobom kojarzonym bezpośrednio z władzą wykonawczą.
„Pan minister Berek to niezwykle bliski współpracownik premiera, jednoznacznie utożsamiany z obecną władzą” – skomentował sędzia Laskowski.
Przedstawiciel SN zaznaczył, że do Trybunału powinny trafiać wyłącznie osoby całkowicie niezależne od jakichkolwiek stron sporów politycznych. Aby uzdrowić sytuację, zasugerował reformę procedury wyboru, w tym wprowadzenie jawnych przesłuchań kandydatów.
Górą ryzyko. Komorowski ostrzega przed paraliżem
Decyzję obozu rządzącego ostro ocenił również Bronisław Komorowski. Były prezydent uważa, że rząd w tej sprawie „idzie po bandzie”. Według niego promowanie polityka miałoby uzasadnienie tylko wtedy, gdyby istniała spójna strategia na odblokowanie instytucji, do której wykonania obecność ministra Berka byłaby niezbędna.
Komorowski zwrócił uwagę na kilka kluczowych problemów związanych z tą nominacją:
- Ryzyko marginalizacji: Nowy sędzia może zasilić grono osób niedopuszczanych do orzekania przez sędziego Święczkowskiego.
- Złamana obietnica: Donald Tusk zapewniał wcześniej, że w TK nie będą zasiadać czynni politycy.
Polityczny pragmatyzm i rozliczenie przeszłości
W ocenie byłego prezydenta, krok ten może być próba zagwarantowania sobie wpływów w instytucji na czas, gdy Koalicja Obywatelska ponownie trafi do opozycji. Komorowski zauważył przy tym, że oburzenie płynące ze strony Prawa i Sprawiedliwości jest pozbawione wiarygodności, ponieważ to decyzje tej partii zapoczątkowały kryzys wokół TK. Podsumowując postawę opozycji, przypomniał znaną zasadę, że „kto kopie dołki, ten sam w nie wpada”.