Katastrofy i wypadki

Dobre wieści ze szpitala po tragedii w Krakowie. Co z małym Oliwierem?

Ośmiomiesięczny Oliwier, który przeżył tragiczny wypadek na ulicy Solnej w Krakowie, opuścił już oddział intensywnej terapii. Podczas gdy maluch wraca do zdrowia, na jaw wychodzą wstrząsające relacje dotyczące zachowania sprawców.
Dobre wieści ze szpitala po tragedii w Krakowie. Co z małym Oliwierem?

Nowe doniesienia o stanie zdrowia malucha

Stan ośmiomiesięcznego Oliwiera, jedynego ocalałego z tragicznego wypadku w Krakowie, ulega stopniowej poprawie. Chłopiec opuścił już oddział intensywnej terapii i przebywa na chirurgii. Jeśli proces leczenia pójdzie zgodnie z planem, maluch wkrótce będzie mógł opuścić szpital.

W dramatycznym zdarzeniu na ulicy Solnej śmierć na miejscu ponieśli rodzice chłopca, Klaudia i Mateusz. Obecnie przy łóżeczku dziecka nieustannie czuwa babcia, a pozostali członkowie rodziny wymieniają się w opiece, by niemowlę ani na chwilę nie zostało samo.

Sądowa decyzja i wsparcie dla dziecka

W obliczu tragedii rodzina podjęła już pierwsze kroki prawne oraz organizacyjne, mające na celu zabezpieczenie przyszłości małego Oliwiera:

  • Prawna opieka: Decyzją sądu pieczę nad chłopcem przejmie brat jego zmarłego ojca.
  • Zbiórka środków: Najbliżsi wyrazili zgodę na przeprowadzenie oficjalnej akcji charytatywnej na rzecz leczenia i rehabilitacji malca.

Poruszające kulisy zachowania sprawców

Tragedia rozegrała się, gdy rodzina wracała ze spaceru na krakowskich Błoniach. Zrelacjonowane przez dziadka chłopca, pana Andrzeja, zachowanie osób podróżujących Volkswagenem Golfem wywołało ogromne oburzenie.

Oparta na relacjach świadków oraz nagraniach z kamer pokładowych relacja wskazuje na brak jakiejkolwiek próby udzielenia pomocy poszkodowanym zaraz po zderzeniu. Zamiast ratować rannych, podróżujący autem skupili się na oględzinach swojego pojazdu.

„Wyszli z auta, nie pomogli nikomu ani mojej córce, ani zięciowi. Nawet ich nie wzruszył płacz 8-miesięcznego Oliwierka, który na ziemi leżał w nosidełku... Poszli oglądać swoje auto” – wspomina w rozmowie z mediami pan Andrzej.

Mężczyzna nie kryje żalu z powodu znieczulicy sprawcy i ma nadzieję, że osoby odpowiedzialne za ten dramat poniosą surowe konsekwencje prawne.