Reanimacja zapomnianego formatu
Podczas gdy Europa oficjalnie ogranicza relacje z Rosją, za kulisami trwają próby powrotu do idei Dialogu Petersburskiego. Ten powołany przed laty przez Gerharda Schrödera i Władimira Putina format miał być platformą porozumienia, jednak po inwazji na Ukrainę został formalnie zawieszony. Jak wynika z ustaleń tygodnika „Die Zeit”, od początku 2024 roku podejmowane są wysiłki, by przywrócić tę komunikację, a ostatnie takie spotkanie miało miejsce 13 lipca.
Kto zasiada przy stole w Baku?
Wśród uczestników rozmów po stronie rosyjskiej pojawiają się nazwiska o dużym znaczeniu politycznym i gospodarczym. Delegacji przewodniczył Wiktor Zubkow, który nie tylko pełnił funkcję premiera, ale obecnie stoi na czele rady nadzorczej Gazpromu. Towarzyszyli mu m.in. Walerij Fadiejew oraz Aleksiej Gromyko.
Po stronie europejskiej w dialogu brali udział doświadczeni dyplomaci:
- Tim Guldimann – były ambasador Szwajcarii w Niemczech,
- Thomas Greminger – niegdyś kierujący pracami OBWE,
- Matthias Platzeck – który jednak unika komentowania szczegółów tych rozmów.
Rosyjskie warunki i obawy Berlina
Tematyka spotkań w stolicy Azerbejdżanu koncentruje się na wizji świata po zakończeniu działań wojennych. Strona rosyjska wykorzystuje te okazje do twardego artykułowania swoich żądań, twierdząc, że pokój jest możliwy jedynie na warunkach dyktowanych przez Kreml. Rozmowy dotyczą również ewentualnej normalizacji stosunków niemiecko-rosyjskich w przyszłości.
Rząd w Berlinie stanowczo dystansuje się od tych działań. Rzecznik Urzędu Kanclerskiego podkreślił, że inicjatywa ta nie ma charakteru państwowego. Jednocześnie niemieckie służby specjalne przestrzegają przed ryzykiem:
Takie spotkania mogą służyć rosyjskiej wojnie hybrydowej i być narzędziem wpływu na wewnętrzną politykę Niemiec.
Głosy krytyki ekspertów
Specjaliści od polityki wschodniej wskazują na propagandowy charakter rosyjskiej delegacji. Politolog Stefan Meister ocenia, że postacie takie jak Zubkow czy Fadiejew to raczej wykonawcy woli Kremla niż partnerzy do realnych negocjacji. Cała sprawa rzuca cień na spójność polityki zagranicznej Zachodu wobec agresora, zwłaszcza że część uczestników znajduje się na listach sankcyjnych.