Ujawnienie zeznań prezesa PiS pod lupą śledczych
Rozpowszechnianie materiałów z toczących się postępowań przygotowawczych bez wyraźnej zgody prokuratury to poważne złamanie procedur. Przekonał się o tym autor publikacji fragmentów przesłuchania Jarosława Kaczyńskiego, które niedawno obiegły media społecznościowe. Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga oficjalnie podjęła działania mające na celu wyjaśnienie tego incydentu.
Zarzuty i możliwe kary
Postępowanie koncentruje się na naruszeniu artykułu 241 § 1 Kodeksu karnego. Przepis ten chroni tajemnicę śledztwa przed jej przedwczesnym upublicznieniem. Osobie, która decyduje się na taki krok przed rozpoczęciem przewodu sądowego, grożą dotkliwe sankcje:
- wysoka grzywna,
- kara ograniczenia wolności,
- pozbawienie wolności do lat dwóch.
Prokurator Marzena Kiełek-Łopińska potwierdziła, że żadna jednostka nie wydała pozwolenia na udostępnienie nagrań w serwisie YouTube. W związku z tym śledczy analizują teraz cyfrowy ślad plików, by precyzyjnie wskazać winnych wycieku.
Rola pełnomocników i kroki dyscyplinarne
W centrum zainteresowania organów ścigania znalazł się mecenas Roman Giertych. Według dostępnych informacji był on jedyną osobą spoza prokuratury, która dysponowała kopią zabezpieczonych nagrań. Sprawa nabrała tempa po interwencji prawników Jarosława Kaczyńskiego, którzy domagali się ustalenia, jak poufne dane trafiły do domeny publicznej.
Wszczęto śledztwo w sprawie dopuszczenia się rozpowszechnienia publicznie wiadomości z postępowania przygotowawczego poprzez publikację na portalu Youtube bez zgody organu prowadzącego.
Poza ścieżką karną, uruchomiono również procedury korporacyjne. Do rzecznika dyscyplinarnego Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie wpłynęło stosowne zawiadomienie dotyczące działań mecenasa Giertycha. Może to oznaczać dla niego dodatkowe kłopoty zawodowe, niezależne od wyniku głównego śledztwa.