Pod okiem służb: Niefortunny pobyt w stolicy Turcji
Praca dziennikarza w krajach o zaostrzonym rygorze politycznym często wiąże się z nieprzewidzianymi trudnościami. Przekonał się o tym Sławomir Sierakowski, którego wizyta w Turcji przy okazji szczytu NATO przebiegła pod znakiem nieustannego nadzoru. Publicysta, zamiast skupić się na relacjonowaniu wydarzeń dyplomatycznych, stał się obiektem zainteresowania lokalnych organów bezpieczeństwa.
Problemy zaczęły się od niefortunnego wyboru miejsca noclegu. Sierakowski zatrzymał się w hotelu zlokalizowanym w bezpośrednim sąsiedztwie kompleksu prezydenckiego w Ankarze, co automatycznie postawiło go w centrum tzw. „czerwonej strefy”. W rezultacie większość czasu spędził w towarzystwie funkcjonariuszy, a poruszanie się po mieście wymagało od niego omijania głównych tras i długich spacerów poboczami dróg.
Przesłuchania i odciski palców
Choć do pierwszych incydentów doszło już po przylocie do Stambułu, najpoważniejsze kroki służby podjęły podczas drogi powrotnej. Publicysta został poddany szczegółowej weryfikacji, która wykraczała poza standardową kontrolę paszportową. Funkcjonariusze starali się ustalić:
- prawdziwy charakter jego działalności zawodowej w Polsce;
- listę osób, z którymi kontaktował się podczas pobytu;
- ukryte cele wizyty w Turcji.
Atmosfera na komisariacie była napięta, choć nie brakowało prób zachowania pozorów uprzejmości. Sierakowski wspomina o funkcjonariuszu, który podał mu wodę i niezbędne leki, jednak reszta zespołu zachowywała dystans. Cała procedura zakończyła się pobraniem odcisków palców oraz asystą służb aż do momentu wejścia na pokład samolotu.
Długa pamięć tureckiego systemu
Coś tam mi musieli zapisać w papierach – ocenia publicysta w relacji dla mediów.
Wiele wskazuje na to, że wzmożone zainteresowanie nie było przypadkowe. Turecka administracja wykazuje się dużą pamięcią instytucjonalną wobec zagranicznych krytyków. Kilka lat wcześniej Sierakowski, goszcząc w tamtejszej telewizji państwowej, nie bał się poruszyć tematu więzienia dziennikarzy i braku wolności słowa, co działo się w obecności prezydenta Erdogana.
Dzisiejsze doświadczenia publicysty stanowią jaskrawy przykład tego, jak działają mechanizmy kontroli w państwie, które z dużą nieufnością podchodzi do przedstawicieli mediów. Choć sytuacja zakończyła się bezpiecznym powrotem do kraju, pokazuje ona, że dawne wystąpienia mogą mieć realny wpływ na swobodę poruszania się dziennikarzy po terytorium Turcji.