Systemowa kontrola i widmo zamknięcia placówki
Władze Opola zapowiedziały bezkompromisowe kroki wobec prywatnego żłobka „Autobusik”, w którym doszło do rażących aktów przemocy wobec niespełna dwuletniego podopiecznego. Adam Leszczyński z Urzędu Miejskiego potwierdził, że trwa weryfikacja archiwalnych nagrań z wielu miesięcy. Jeśli śledztwo wykaże, że agresja była zjawiskiem powtarzalnym, placówka zostanie definitywnie usunięta z miejskiej ewidencji.
Wstrząsający zapis z kamer monitoringu
Dowody zgromadzone w sprawie nie pozostawiają złudzeń co do metod wychowawczych stosowanych przez jedną z pracownic. Nagrania, które doprowadziły do natychmiastowego zwolnienia dyscyplinarnego kobiety, obrazują brutalne traktowanie 22-miesięcznego chłopca. Z relacji ojca wynika, że opiekunka nie tylko szarpała dziecko, ale również:
- podnosiła je w nienaturalny sposób i rzucała na miękkie elementy wyposażenia,
- wlekła malucha po podłodze, trzymając jedynie za nadgarstek,
- stosowała nadmierny nacisk własnego ciała podczas czynności higienicznych,
- gwałtownie potrząsała dzieckiem, narażając je na urazy kręgosłupa i głowy.
Trauma, która zmieniła zachowanie dziecka
Skutki agresji są widoczne nie tylko w postaci sińców i krwiaków. Rodzice ofiary alarmują o głębokich zmianach w psychice syna. Chłopiec zaczął przejawiać zachowania regresywne, typowe dla silnego stresu pourazowego. Pojawiły się lęki oraz niepokojące akty autoagresji, co zdaniem specjalistów może wymagać długofalowej terapii psychologicznej.
„Ona nim rzucała, szarpała, izolowała od innych dzieci. Moja żona po kilku minutach oglądania tego filmu musiała wyjść z sali” – wspomina ojciec poszkodowanego malca.
Zarzuty prokuratorskie dla byłej opiekunki
Sprawą zajęła się Prokuratura Okręgowa w Opolu. Kobieta, która pochodzi z Ukrainy, usłyszała zarzuty dotyczące spowodowania uszczerbku na zdrowiu. Grozi jej kara do 5 lat pozbawienia wolności. Choć oskarżona nie przyznaje się do winy w pełnym zakresie, śledczy powołają biegłego z zakresu medycyny sądowej, aby precyzyjnie określić mechanizm powstania obrażeń u dziecka.
Wątpliwości budzi również postawa dyrekcji. Rodzice sugerują, że sygnały o niepokojących śladach na ciałach podopiecznych mogły pojawiać się już wcześniej, jednak nie spotkały się z należytą reakcją kierownictwa placówki przed nagłośnieniem obecnego incydentu.