Stanowcza decyzja MSZ po zajściach w stolicy Niemiec
Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie podejmie żadnych kroków dyplomatycznych w związku z ostatnią interwencją berlińskich funkcjonariuszy wobec Roberta Bąkiewicza. Choć środowiska prawicowe domagały się ostrej reakcji i wezwania ambasadora Niemiec, resort jednoznacznie odrzucił te postulaty.
Wiceszef MSZ, Władysław Teofil Bartoszewski, w rozmowie z mediami podkreślił, że nie widzi podstaw do interweniowania na szczeblu państwowym. Jego zdaniem sytuacja jest wynikiem nieprzestrzegania lokalnych przepisów przez grupę polskich obywateli.
Zarzuty o działanie na korzyść Rosji
Bartoszewski w ostrych słowach ocenił aktywność lidera Ruchu Obrony Granic. Według wiceministra, tego typu prowokacje w sercu Europy uderzają w polską rację stanu i osłabiają relacje z kluczowymi sojusznikami z NATO i Unii Europejskiej.
„Służy interesom rosyjskim, a nie interesom polskim”
Polityk zaznaczył, że strategia Kremla od dawna opiera się na podsycaniu konfliktów wewnątrz struktur zachodnich. W tym kontekście działania Bąkiewicza zostały uznane za szkodliwe dla jedności europejskiej.
Przebieg wydarzeń pod Reichstagiem
Do konfrontacji z niemieckimi służbami doszło we wtorek. Grupa około 15 osób, ubranych w jaskrawe kamizelki, usiłowała ustawić drewniany krzyż w pobliżu gmachu parlamentu. Mimo prób negocjacji ze strony policji, manifestanci nie zastosowali się do poleceń.
- Ignorowanie wezwań: Uczestnicy odrzucili propozycję przeniesienia zgromadzenia w inne miejsce, np. do pobliskiego parku.
- Interwencja siłowa: Policja musiała użyć siły wobec osób stawiających czynny opór podczas przemarszu.
- Zatrzymania: Sześć osób zostało czasowo pozbawionych wolności w celu przeprowadzenia niezbędnych czynności wyjaśniających.
Standardowa pomoc konsularna
Pomimo krytycznej oceny politycznej, MSZ nie pozostawiło zatrzymanych bez wsparcia. Zgodnie z obowiązującymi procedurami, polski konsul nawiązał kontakt z grupą i zaoferował niezbędną pomoc prawną.
Bartoszewski wyjaśnił, że opieka konsularna przysługuje każdemu obywatelowi RP przebywającemu za granicą, niezależnie od tego, czy jest on podejrzany o złamanie prawa. Jest to standardowy obowiązek państwa, który nie wiąże się jednak z poparciem dla idei głoszonych przez zatrzymanych.