Sprawa ewentualnego pobytu posła Marcina Romanowskiego na terytorium kontrolowanym przez Moskwę wywołała ogromne poruszenie na polskiej scenie politycznej. Spekulacje dotyczące jego kryjówki stały się zarazem osią ostrego sporu między rządem a opozycją, a także ujawniły rozbieżności w samych ustaleniach organów państwowych.
Wątpliwości prokuratury i riposta opozycji
Przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości kategorycznie odrzucają twierdzenia o ucieczce posła do Tyraspola. Michał Wójcik z PiS wskazał na istotną niespójność w przekazie obozu rządzącego, powołując się na oficjalne stanowisko organów śledczych.
Z informacji przekazanych przez prokuraturę wynika bowiem, że odmówiono wydania listu żelaznego dla parlamentarzysty. Śledczy uznali, iż zebrany materiał nie uprawdopodobnia w wystarczającym stopniu teorii, jakoby Romanowski faktycznie przebywał w separatystycznym rejonie Mołdawii.
Oskarżenia ze strony rządu i kwestia odpowiedzialności
Dyskusję rozgrzały wcześniejsze deklaracje premiera Donalda Tuska. Podczas obrad Rady Ministrów szef rządu poinformował, że według danych przekazanych przez zagraniczne służby partnerskie, obecność polityka w Tyraspolu jest niemal pewna. Tusk ocenił tę sytuację jako jednoznaczną kompromitację dla całego środowiska politycznego powiązanego z posłem.
Do sprawy odniósł się również wiceminister sportu Ireneusz Raś. W swojej wypowiedzi na antenie Polsat News zasugerował, że potencjalny pobyt na obszarze podległym wrogiemu reżimowi należy traktować w kategoriach zdrady stanu, co stawia opozycję w bardzo trudnym położeniu.