Statystyki kontra polityczne obietnice
W ostatnich miesiącach temat wydaleń cudzoziemców zyskał na sile, jednak rzeczywistość operacyjna służb znacząco odbiega od medialnych deklaracji polityków. Wiceminister spraw wewnętrznych i administracji, Maciej Duszczyk, przedstawił dane, które rzucają nowe światło na skuteczność państwa w tym zakresie.
Z zestawień wynika, że obecna administracja przeprowadza znacznie więcej deportacji niż ich poprzednicy. Podczas gdy w ostatnim roku rządów Prawa i Sprawiedliwości z kraju wydalono około 3 tysiące osób, w 2025 roku liczba ta wzrosła do 10 tysięcy. Prognozy na kolejny rok zakładają dalszy wzrost, nawet do 13 tysięcy przypadków.
Kto naprawdę nie pracuje w Polsce?
Głównym punktem sporu stała się propozycja Tobiasza Bocheńskiego, który zasugerował odsyłanie na Ukrainę mężczyzn w wieku od 25 do 60 lat, pozostających bez stałego zajęcia. Resort MSWiA szybko jednak zweryfikował te plany, wskazując na profil demograficzny tej grupy.
- Większość pracuje: Ponad 90 proc. Ukraińców w wieku poborowym przebywających nad Wisłą jest legalnie zatrudnionych.
- Sytuacje szczególne: Osoby nieaktywne zawodowo to często ranni żołnierze przechodzący rehabilitację.
- Opieka: Znaczną część stanowią rodzice zajmujący się dziećmi z niepełnosprawnościami.
Ukraina musi zwyciężyć, aby nasz region był bezpieczny, a Europa wolna – przekonywał Tobiasz Bocheński, argumentując, że powrót mężczyzn do kraju przyspieszy koniec walk.
Realizm prawny a walka o głosy
Przedstawiciele rządu podkreślają, że deportacje nie mogą odbywać się arbitralnie na podstawie statusu zawodowego. Obecne procedury realizowane przez Straż Graniczną opierają się na wyrokach sądowych i dotyczą łamania prawa, a nie braku umowy o pracę.
Według analiz MSWiA, nagłe zaostrzenie retoryki opozycji w tej kwestii jest próbą przejęcia części elektoratu o bardziej radykalnych poglądach. Zdaniem Macieja Duszczyka, pomysł odsyłania bezrobotnych jest całkowicie nierealny i może kompromitować autorów ze względu na brak merytorycznego przygotowania.