Poważne obrażenia po wizycie w Berlinie
Robert Bąkiewicz, lider Ruchu Obrony Granic, trafił do szpitala z połamanymi żebrami. Informację o jego stanie zdrowia upubliczniła córka, Blanka Bąkiewicz, wskazując na brutalne traktowanie przez służby u naszych zachodnich sąsiadów. Zdarzenie to stało się zarzewiem gwałtownego konfliktu na linii opozycja – Ministerstwo Spraw Zagranicznych.
Siłowe rozwiązanie zamiast uroczystości pamięci
Do dramatycznych scen doszło w momencie, gdy polska delegacja próbowała postawić drewniany krzyż oraz złożyć kwiaty w miejscu upamiętniającym ofiary niemieckich zbrodni z czasów II wojny światowej. Zamiast spokojnej ceremonii, świadkowie zarejestrowali szarpaninę i uderzenia pięściami ze strony berlińskich policjantów. Funkcjonariusze zdecydowali się na radykalne kroki, by uniemożliwić Polakom realizację ich zamierzeń, co doprowadziło do powalenia kilku uczestników na ziemię.
„To jest plucie nam Polakom w twarz!” – tak emocjonalnie skomentowała sytuację córka poszkodowanego, odnosząc się do braku realnego wsparcia ze strony własnego państwa.
Nocna kontrola w gmachu MSZ
Kryzys przeniósł się z Berlina prosto do Warszawy. Blanka Bąkiewicz wraz z grupą posłów (Dariuszem Mateckim, Mariuszem Goskiem i Michałem Kowalskim) udała się późnym wieczorem do siedziby resortu dyplomacji. Ich relacja sugeruje paraliż instytucji:
- Brak możliwości kontaktu z decyzyjnymi urzędnikami w godzinach nocnych.
- Zamknięte drzwi Centrum Zarządzania Kryzysowego.
- Odmowa podjęcia rozmów przez obecny na miejscu personel.
Politycy PiS nie szczędzili ostrych słów, określając obecną kondycję struktur państwowych mianem „państwa z kartonu” i domagając się dymisji szefa resortu.
Dyplomatyczny spór o fakty
W tle wydarzeń trwa walka na oświadczenia. Maciej Wewiór, reprezentujący MSZ, zapewniał o obecności konsula i monitorowaniu losu rannych. Te słowa spotkały się z natychmiastową i ostrą reakcją posła Artura Szałabawki. Parlamentarzysta zarzucił rzecznikowi podawanie nieprawdy, twierdząc, że realne działania konsularne rozpoczęły się ze znacznym opóźnieniem.
Sytuacja wywołuje pytania o standardy ochrony polskich obywateli za granicą oraz o adekwatność reakcji niemieckich służb na pokojowe formy upamiętniania historii.