Granica między zwykłym nieporozumieniem a brutalnym przestępstwem została w Brennej przekroczona w sposób drastyczny. Sąd Rejonowy w Cieszynie zakończył proces w sprawie Damiana D., oskarżonego o zaplanowanie i przeprowadzenie ataku na psy mieszkające na sąsiedniej posesji. Choć konflikt między stronami narastał od lat, jego finał okazał się tragiczny dla czworonogów rasy leonberger.
Kara za brutalny odwet
Zgodnie z ogłoszonym wyrokiem, Damian D. został skazany na rok pozbawienia wolności, przy czym wykonanie kary zawieszono na okres dwóch lat próby. Sąd uznał winę mężczyzny, nakładając na niego dodatkowo dwuletni zakaz posiadania jakichkolwiek zwierząt oraz obowiązek wpłaty nawiązki na cele związane z ochroną praw zwierząt. Wyrok nie jest jeszcze prawomocny, a opiekunowie psów nie wykluczają złożenia apelacji, dążąc do orzeczenia bezwzględnego więzienia.
Toksyczna pułapka w boczku
Metoda, którą posłużył się sprawca, została uznana przez prokuraturę za działanie ze szczególnym okrucieństwem. Damian D. przygotował przynętę w postaci kawałków boczku, w których ukrył silnie toksyczną, niebieską substancję przeznaczoną do zwalczania ślimaków. Skutki spożycia tej mieszanki były dla zwierząt dewastujące:
- Ami: Młoda, zaledwie 20-miesięczna suka padła w ogromnych cierpieniach po upływie pół godziny od zjedzenia trucizny.
- Bania: Czteroletnia samica przeżyła wyłącznie dzięki błyskawicznej pomocy medycznej, jednak do dziś zmaga się z trwałym niedowładem tylnych łap.
Nagranie, które pogrążyło oskarżonego
W toku procesu Damian D. konsekwentnie nie przyznawał się do winy, prezentując linię obrony, w której sugerował, że właściciele mogli sami skrzywdzić swoje zwierzęta, by go pomówić. Sąd nie dał jednak wiary tym twierdzeniom. Kluczowym dowodem w sprawie okazał się zapis z kamery monitoringu, którą... zainstalował sam oskarżony. Urządzenie zarejestrowało jego obecność przy ogrodzeniu w kluczowym momencie, a ekspertyzy toksykologiczne potwierdziły obecność tej samej trucizny w ciałach psów oraz w resztkach jedzenia zabezpieczonych na miejscu.
Źródło konfliktu: strach i frustracja
Bezpośrednim zapalnikiem dla tragicznych wydarzeń z października 2025 roku był incydent z udziałem syna Damiana D. Nastolatek, poruszający się na hulajnodze, miał zostać przegoniony przez psy, co zmusiło go do ucieczki do pobliskiego potoku. To zdarzenie stało się dla oskarżonego pretekstem do wymierzenia sprawiedliwości na własną rękę. Obrona podkreślała również, że inni mieszkańcy okolicy odczuwali lęk przed dużymi psami z hodowli, co miało tworzyć atmosferę ciągłego napięcia w sąsiedztwie.
Konflikt sąsiedzki nigdy nie może być usprawiedliwieniem dla tak brutalnych zachowań wobec zwierząt – podkreślają pełnomocnicy poszkodowanych.