Słoneczny czerwcowy weekend nad wodą miał być idealnym resetem dla grupy przyjaciół. Przerodził się jednak w koszmar, który po raz kolejny przypomina o bezwzględnej sile natury i iluzorycznym bezpieczeństwie popularnych sportów wodnych. Czarna seria utonięć zyskała kolejny, tragiczny rozdział – po czterech dniach pełnych bolesnej niepewności, ratownicy wyłowili z Zalewu Mietkowskiego ciało 19-letniego chłopaka.
Czterech na deskach, jeden pod wodą: Jak letnia sielanka zmieniła się w dramat
Wszystko zaczęło się w sobotni wieczór, tuż po godzinie 18:00. Na rozległym akwenie pod Wrocławiem grupa czterech młodych mężczyzn testowała swoje siły na deskach SUP. To, co miało być czystą rozrywką, w ułamku sekundy zmieniło się w walkę o przetrwanie, gdy nad zalew nadciągnęła nagła, agresywna burza. Warunki pogodowe pogorszyły się drastycznie – porywisty wiatr i fale natychmiast zweryfikowały umiejętności pływaków. W kuluarach służb ratunkowych mówi się wprost: żywioł nie dał im żadnych szans na spokojny powrót.
Dwaj z nastolatków, dzięki potężnej dawce adrenaliny i szczęścia, zdołali o własnych siłach wygrać wyścig z czasem i dotrzeć do brzegu. Pozostała dwójka wpadła do lodowatej wody. Choć ratownicy WOPR działali błyskawicznie i zdołali wciągnąć jednego z tonących na pokład łodzi, czwarty z nastolatków zniknął pod wzburzoną taflą. Natychmiastowa akcja ratunkowa, prowadzona w skrajnie trudnych warunkach, nie przyniosła wówczas rezultatu.
Telefon od świadka i bolesny koniec złudzeń
Przełom w poszukiwaniach nastąpił dopiero w środę, 24 czerwca, również około godziny 18:00. To wtedy na linii alarmowej wrocławskiego WOPR-u rozdzwonił się telefon, który ostatecznie pogrzebał resztki nadziei na cud:
- Zgłoszenie: Przypadkowy świadek zauważył dryfujące w wodzie ciało i natychmiast zaalarmował służby.
- Weryfikacja: Wysłana na wskazane miejsce łódź ratunkowa potwierdziła najgorsze przypuszczenia śledczych.
- Identyfikacja: Kilka godzin później, po godzinie 21:00, na miejscu zjawili się wycieńczeni psychicznie bliscy 19-latka, którzy ostatecznie potwierdzili tożsamość młodego człowieka.
SUP to nie zabawka. Cierpka lekcja anatomii ryzyka nad wodą
Choć sprawą i szczegółowym odtworzeniem przebiegu wypadku zajmuje się teraz prokuratura, ta tragedia na nowo otwiera dyskusję o bezpieczeństwie na modnych deskach SUP. Przez wielu traktowane jako bezpieczna alternatywa dla kajaka czy windsurfingu, w starciu z nagłym załamaniem pogody stają się śmiertelną pułapką, zwłaszcza gdy zapomina się o podstawowych zasadach asekuracji.
Wielu amatorów SUP-ów zapomina, że deska na silnym wietrze działa jak żagiel – potrafi błyskawicznie odpłynąć od człowieka, który wpadł do wody, zostawiając go bez żadnego oparcia na środku wielkiego akwenu. Jeśli do tego dochodzi brak kamizelki i panika, scenariusz pisze się sam.
Śledczy nie gryzą się w język – ta śmierć to kolejne drastyczne ostrzeżenie na samym początku sezonu urlopowego. Zalew Mietkowski, choć piękny, po raz kolejny pokazał swoje mroczne, nieprzewidywalne oblicze, zamykając sprawę 19-latka w najgorszy możliwy sposób i zostawiając jego przyjaciół oraz rodzinę z dramatycznymi pytaniami o sens tamtej sobotniej decyzji.