Służby badają wstrząsający proceder w niemieckiej sieci
Niemiecki internet obiegła fala niepokoju wywołana przez nietypowe aukcje na popularnej platformie sprzedażowej. Sprawa, która początkowo wyglądała na błąd systemu, szybko przerodziła się w dochodzenie dotyczące bezpieczeństwa najmłodszych. Policja w Hesji oficjalnie potwierdziła, że analizuje zgłoszenia dotyczące ofert, które pod płaszczykiem handlu zabawkami mogą skrywać znacznie mroczniejszą działalność.
Pluszaki za dziesiątki tysięcy euro
Uwagę internautów przykuły astronomiczne kwoty, jakich żądano za używane przedmioty dziecięce. Zwykłe maskotki czy figurki wyceniano na 20 lub 30 tysięcy euro. Jednak to nie cena była najbardziej bulwersująca, lecz parametry techniczne przypisane do produktów. Zamiast informacji o materiale czy marce, w opisach pojawiały się dane dotyczące:
- wieku i płci rzekomego towaru,
- wzrostu oraz stanu zdrowia,
- pochodzenia etnicznego i specyficznych cech fizycznych.
Przykładem była oferta z misiem, pod którym widniały informacje o dziewięcioletniej dziewczynce, czy figurka Mario opisana jako nastoletni chłopiec o konkretnym wzroście i cechach charakteru. Takie zestawienie faktów wywołało natychmiastowe podejrzenia o próby zakamuflowanego handlu ludźmi.
Reakcja policji i stanowisko śledczych
W oficjalnym komunikacie z 24 czerwca 2026 roku, funkcjonariusze z Hesji przyznali, że skala zgłoszeń jest ogromna. Służby traktują sprawę priorytetowo, choć wstępne analizy ekspertów od cyberprzestępczości wskazują na dwie możliwe drogi. Z jednej strony istnieje ryzyko realnego przestępstwa, z drugiej zaś – równie prawdopodobna jest teoria o tzw. fake ads, czyli makabrycznym trollingu.
„Aktualnie otrzymujemy sporo zgłoszeń dotyczących niepokojących ogłoszeń sprzedażowych na Vinted. Opisy artykułów zawierają widoczne informacje, takie jak wiek, płeć i wzrost, co budzi wiele podejrzeń dotyczących nielegalnego handlu dziećmi lub ludźmi. Te zgłoszenia traktujemy bardzo poważnie” – przekazały służby w oficjalnym oświadczeniu.
Problem z automatyczną moderacją
Zanim sprawą zajęły się służby, użytkownicy próbowali interweniować bezpośrednio u administratorów portalu. Spotkało ich jednak rozczarowanie. Systemy automatyczne Vinted początkowo odrzucały zgłoszenia, twierdząc, że drastyczne opisy nie naruszają oficjalnego regulaminu serwisu. To tylko wzmogło społeczną furię i zmusiło organy ścigania do zdecydowanych kroków.
Obecnie śledczy starają się namierzyć autorów wpisów po adresach IP. Nawet jeśli okaże się, że to jedynie okrutny eksperyment społeczny, autorzy takich publikacji muszą liczyć się z konsekwencjami. Policja apeluje, by każdą podobną ofertę dokumentować zrzutem ekranu i przekazywać konkretne informacje do najbliższej jednostki mundurowej.