Polityka

Polska poza nową koalicją antybalistyczną. Czy faktycznie mamy powody do obaw?

Brak zaproszenia dla Warszawy do nowej inicjatywy Wołodymyra Zełenskiego wywołał falę komentarzy. Analizujemy, dlaczego polska strategia obronna stawia nas w lepszej sytuacji niż kraje polegające na europejskich deklaracjach.
Polska poza nową koalicją antybalistyczną. Czy faktycznie mamy powody do obaw?

Realna siła ognia zamiast politycznych deklaracji

Podczas gdy w przestrzeni medialnej huczy od doniesień o nowej koalicji antyrakietowej, w której zabrakło miejsca dla Polski, warto spojrzeć na twarde dane techniczne. Warszawa od lat konsekwentnie realizuje własny plan budowy tarczy, który czyni nas liderem w regionie, niezależnie od aktualnych dyplomatycznych przetasowań.

Polska nie czeka na mgliste obietnice europejskiej solidarności zbrojeniowej, lecz stawia na sprawdzone rozwiązania zza oceanu. Programy „Wisła” oraz „Narew” to fundamenty, dzięki którym do 2030 roku nasze niebo będzie chronione przez najbardziej rozbudowany system osłony na Starym Kontynencie. Nasz arsenał będzie obejmował:

  • 8 baterii systemu Patriot wyposażonych w najnowocześniejsze radary LTAMDS,
  • zapas 600 pocisków PAC-3 MSE, uznawanych obecnie za najskuteczniejsze narzędzie do zwalczania celów balistycznych,
  • zintegrowany system dowodzenia, który już teraz staje się faktem, a nie jedynie planem na papierze.

Strategiczne omijanie Warszawy przez Kijów

Nieobecność Polski w nowym formacie zbrojeniowym nie jest dziełem przypadku, lecz efektem świadomej polityki Wołodymyra Zełenskiego. Od czasu konfliktu dotyczącego produktów rolnych w 2023 roku, ukraińska dyplomacja zaczęła szukać alternatywnych sojuszy, dystansując się od rządu w Warszawie.

Szczerością w tej kwestii wykazał się były szef ukraińskiego MSZ, Dmytro Kułeba. Wskazał on, że Kijów zamierza budować relacje z potęgami takimi jak Niemcy, Francja czy kraje skandynawskie, by balansować wpływy Polski. Jak zauważył dyplomata:

„Będziemy ich wykorzystywali wszystkich razem jako czynnik powstrzymywania Polski”.

Obecnie Ukraina stawia na formaty z udziałem „starej Europy”, licząc na ich potencjał gospodarczy i polityczny, co widać w składzie nowej koalicji, gdzie obok Paryża i Rzymu pojawiły się Madryt i Londyn.

Europejskie projekty pod znakiem zapytania

Historia pokazuje, że wspólne europejskie inicjatywy obronne często kończą się fiaskiem lub wieloletnimi opóźnieniami. Przykładem mogą być losy „czołgu weimarskiego” czy projektu myśliwca FCAS, z którego Berlin de facto zrezygnował na rzecz amerykańskich maszyn F-35.

Wchodzenie w układy, które opierają się na dopiero projektowanych technologiach, jest obarczone dużym ryzykiem. Nawet gen. Holger Neumann z niemieckiego lotnictwa przyznaje, że Europa nie ma czasu na czekanie do połowy lat 30. na nowe systemy. Polska, wybierając technologię USA, ominęła ten problem, kupując gotowe i sprawdzone rozwiązania.

Walka o wpływy i rynek zbrojeniowy

Warto zauważyć, że nowa koalicja to nie tylko kwestia bezpieczeństwa, ale również ogromny biznes. Francja i Włochy forsują swój system SAMP-T z pociskami Aster, szukając nowych rynków zbytu. Ukraina po zakończeniu konfliktu będzie potrzebowała gigantycznych dostaw uzbrojenia, a Paryż i Berlin już teraz walczą o to, by to ich przemysł dominował w tym regionie.

Z perspektywy Warszawy, bycie poza tym konkretnym formatem nie osłabia naszego bezpieczeństwa. Podczas gdy zachodnie stolice negocjują podział zysków z przyszłych kontraktów, polskie niebo jest już chronione przez systemy o klasę wyższe niż te oferowane w ramach europejskich porozumień. Trzymanie się własnego, ambitnego planu modernizacji wydaje się w tej sytuacji najbardziej racjonalnym wyjściem.