Gra demograficzna w cieniu zbliżających się głosowań
Nadchodzące wybory parlamentarne w Izraelu, zaplanowane na 27 października, mogą przynieść przełom w układzie sił. W warunkach skrajnej polaryzacji obozu rządzącego i opozycji, kluczową rolę w wyłonieniu nowego rządu przypisuje się ugrupowaniom reprezentującym ludność arabską. To właśnie w tym napiętym momencie skrajnie prawicowy minister finansów Becalel Smotricz wysunął koncepcję, która wywołała potężną burzę polityczną i społeczną.
Zmienić oblicze Galilei i Negewu: Milion nowych mieszkańców
Projekt lidera ugrupowania Religijny Syjonizm zakłada głęboką ingerencję w strukturę ludnościową północnych i południowych rejonów kraju, w których od lat istotny udział stanowią arabscy obywatele Izraela. Lider prawicy przekonuje, że obroną przed przejęciem tych terenów ma być zorganizowane osadnictwo.
Główne założenia zaprezentowanej strategii obejmują:
- sprowadzenie miliona żydowskich mieszkańców do Galilei oraz na pustynię Negew,
- utworzenie 40 zupełnie nowych osiedli mieszkaniowych,
- budowę dziesiątek nowoczesnych gospodarstw rolnych oraz stref przemysłowych generujących miejsca pracy.
Inicjatywie towarzyszy mocna oprawa medialna, w tym zamieszczony przez polityka film stworzony przez sztuczną inteligencję o wymownym tytule „Ahmed ma się czego bać”, w którym pokazano zaniepokojonych Arabów. Działanie to spotkało się z natychmiastowym oburzeniem społeczności arabskiej, stanowiącej niemal jedną piątą obywateli państwa, którzy od dawna podnoszą kwestie systemowego wykluczenia.
Strategia sprawdzona na Zachodnim Brzegu
Dla ekspertów analizujących sytuację na Bliskim Wschodzie podejście Smotricza jest kontynuacją działań realizowanych dotychczas na terenie Zachodniego Brzegu Jordanu. Terytorium to, kontrolowane przez Izrael od czasu konfliktu w 1967 roku, jest sukcesywnie zabudowywane żydowską infrastrukturą, co w ocenie społeczności międzynarodowej narusza prawo, a zdaniem Palestyńczyków uniemożliwi powstanie ich niepodległego państwa.
Decydujący głos arabskich ugrupowań
Kluczowym tłem dla realizacji tych zamierzeń pozostaje parlamentarna matematyka. Rządząca koalicja Benjamina Netanjahu oraz opozycyjny blok skupiony wokół Gadiego Eisenkota idą w sondażach łeb w łeb. Żadna ze stron nie ma pewności na zdobycie większości w 120-osobowym Knesecie.
W efekcie około dziesięciu mandatów, które według prognoz mogą przypaść listom arabskim, uczyni z nich kluczowy podmiot przyszłych negocjacji koalicyjnych. To z kolei stawia pod znakiem zapytania realne szanse na wdrożenie kontrowersyjnych pomysłów osadniczych.