Słowa wypowiadane podczas państwowych uroczystości rzadko przechodzą bez echa, jednak tym razem uwaga opinii publicznej skupiła się na merytorycznej pomyłce. Głowa państwa, Karol Nawrocki, wywołał poruszenie wśród historyków oraz komentatorów politycznych, myląc podstawowe pojęcia związane z najważniejszymi bitwami II wojny światowej.
Błędne przypisanie roli na polu bitwy
Podczas oficjalnego przemówienia w Święto Wojska Polskiego prezydent przywoływał postacie i wydarzenia budujące narodową tożsamość. Wymieniając zasłużonych, określił polskich wojskowych mianem „obrońców Monte Cassino”.
Z historycznego punktu widzenia twierdzenie to mija się z prawdą. W maju 1944 roku żołnierze 2. Korpusu Polskiego pod dowództwem generała Władysława Andersa przełamywali niemieckie pozycje i prowadzili krwawy natarcie na wzgórze. Polacy byli stroną atakującą i zdobywającą twierdzę, a nie jej obrońcami.
Ostra riposta z Ministerstwa Obrony Narodowej
Do zaistniałej sytuacji odniósł się wiceszef MON Cezary Tomczyk. W programie „Fakty po Faktach” na antenie TVN24 ocenił potknięcie prezydenta w mocnych słowach, podkreślając, że od wykształconego historyka wymaga się wyższego standardu precyzji.
To jest druzgocące, bo to tak, jakby pomylić Powstańców Warszawskich z Niemcami
Polityk zaznaczył, że prezydent mógł po prostu zgubić wątek w trakcie wystąpienia, lecz sam fakt pomylenia stron konfliktu pozostaje niezwykle wymowny.
Przejęzyczenie a polityczne standardy
Sprawa błyskawicznie zyskała kontekst polityczny. Przypomniano wydarzenia z początku 2025 roku, kiedy ministrze Barbarze Nowackiej zdarzyła się głośna pomyłka słowna dotycząca obozów. Wówczas Karol Nawrocki, sprawujący funkcję prezesa IPN, ostro krytykował szefową resortu edukacji, zarzucając jej powielanie szkodliwej narracji.
Przedstawiciele resortu obrony zwracają teraz uwagę na potrzebę zachowania jednakowych miar i symetrii w ocenianiu potknięć językowych niezależnie od przynależności politycznej.
- Polscy żołnierze w 1944 roku szturmowali Monte Cassino, nie pełniąc roli obrońców.
- Karol Nawrocki jest z wykształcenia historykiem, co wzmocniło krytykę ze strony opozycji i MON.
- Sytuacja wywołała dyskusję o podwójnych standardach w ocenie pomyłek słownych polityków.