Zamiast wspólnych konsultacji w jednym wagonie – samotna podróż i lektura prasy. Kulisy dyplomatycznej wyprawy do Kijowa z maja 2025 roku pokazują, że za fasadą jedności kryły się poważne napięcia wizerunkowe, które do dziś budzą emocje w Warszawie.
Nietypowa logistyka na polskich torach
Wyprawa, w której uczestniczyli Emmanuel Macron, Keir Starmer, Friedrich Merz oraz Donald Tusk, miała być manifestacją siły i solidarności Europy z walczącą Ukrainą. Jednak rzeczywistość na dworcu w Rzeszowie okazała się inna. Podczas gdy liderzy Francji, Wielkiej Brytanii i Niemiec zajęli miejsca w jednym składzie, polski premier został od nich odseparowany.
Oficjalne wyjaśnienia rzecznika MSZ, Pawła Wrońskiego, kładły nacisk na fakt, że to strona ukraińska odpowiadała za podstawienie pociągów. Zapewniano, że merytoryczna strona wizyty nie ucierpiała, ale zdjęcia trzech naradzających się polityków bez udziału Polaka błyskawicznie obiegły media, wywołując falę krytyki.
Celowe działanie kijowskiego protokołu?
Nowe światło na tę sprawę rzuca książka „Kłopot z Zełenskim” autorstwa Zbigniewa Parafianowicza. Z zawartych tam relacji wynika, że odizolowanie polskiego premiera nie było błędem organizacyjnym, lecz świadomą zagrywką dyplomatyczną. Według ustaleń dziennikarza, decyzja o takim podziale miejsc zapadła w otoczeniu prezydenta Ukrainy.
„O wysadzeniu Tuska z pociągu zdecydował Zełenski, a konkretnie szef jego protokołu dyplomatycznego” – czytamy w relacji jednego z dyplomatów.
Pytania o asertywność Warszawy
W kuluarach Kancelarii Prezesa Rady Ministrów panuje przekonanie, że polska strona wykazała się zbyt dużą uległością. Jeden z urzędników przyznaje, że skoro transport odbywał się po polskich torach i z polskiego dworca, Warszawa posiadała instrumenty, by wymusić inną konfigurację logistyczną. Dlaczego tak się nie stało? Wśród przyczyn wymienia się:
- Specyficzny styl uprawiania polityki przez Wołodymyra Zełenskiego, nastawiony na dominację wizerunkową.
- Próbę pokazania partnerom ich „miejsca w szeregu”.
- Chęć powrotu do retoryki z czasów największej popularności ukraińskiego prezydenta.
Skutki dla relacji dwustronnych
Choć finałem wizyty była wspólna rozmowa z Donaldem Trumpem, niesmak po incydencie pozostał. Eksperci ostrzegają, że takie gesty ze strony Kijowa mogą być ryzykowne. Lekceważenie kluczowego sojusznika w imię krótkotrwałych zysków wizerunkowych grozi ochłodzeniem nastrojów społecznych w Polsce, co w dłuższej perspektywie może utrudnić dalszą współpracę obu państw.