Sytuacja w Afryce Zachodniej staje się coraz bardziej napięta, a region Sahelu wyrasta na jeden z najbardziej zapalnych punktów na mapie świata. Administracja Donalda Trumpa, mimo wcześniejszych deklaracji o unikaniu nowych konfliktów, staje przed dylematem dotyczącym Mali. Według doniesień medialnych, Waszyngton poważnie rozważa użycie siły militarnej przeciwko islamskim ekstremistom.
Rosyjskie wsparcie nie przynosi efektów
Obecne władze w Bamako, podobnie jak sąsiednie junty w Burkina Faso i Nigrze, w ostatnich latach odsunęły się od Zachodu, stawiając na współpracę z Moskwą. Jednak amerykańscy analitycy wskazują, że obecność rosyjskich najemników nie zahamowała ekspansji dżihadystów. Wręcz przeciwnie – sytuacja bezpieczeństwa ulega systematycznemu pogorszeniu.
„Moskwa okazała się nieskutecznym partnerem w dziedzinie bezpieczeństwa dla Mali. Mamy nadzieję, że inne państwa afrykańskie zwrócą uwagę na fatalne wyniki Rosji w walce z terroryzmem” – oceniają przedstawiciele amerykańskiej administracji.
Spór o strategię w Białym Domu
Ewentualna interwencja w Mali wywołuje ożywioną dyskusję wewnątrz amerykańskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Głównym zwolennikiem twardego kursu jest Sebastian Gorka, który naciska na zdecydowaną odpowiedź wobec rosnącego zagrożenia. Z drugiej strony, plany te stoją w pewnej sprzeczności z obietnicami Trumpa dotyczącymi zakończenia „wiecznych wojen”.
Jeśli operacja dojdzie do skutku, Mali dołączy do listy krajów, w których USA prowadziły działania zbrojne w ostatnim czasie, obok takich państw jak:
- Syria i Irak,
- Jemen i Somalia,
- Nigeria oraz Wenezuela.
JNIM: Potężny przeciwnik w sercu Afryki
Głównym celem amerykańskich uderzeń miałaby być organizacja JNIM (Grupa Wsparcia Muzułmanów i Islamu). To potężna koalicja powiązana z Al-Kaidą, która kontroluje rozległe terytoria i zagraża stabilności państw nadmorskich Afryki Zachodniej. Mali zmaga się nie tylko z dżihadystami z JNIM i ISIS, ale również z separatystycznymi dążeniami Tuaregów na północy kraju.
Oficjalnie Waszyngton zachowuje powściągliwość, promując jednocześnie sprzedaż amerykańskiego sprzętu wojskowego lokalnym armiom. Jednak rosnąca potęga ekstremistów może sprawić, że same dostawy broni okażą się niewystarczające, a punktowe ataki lotnicze staną się realnym scenariuszem, mającym na celu powstrzymanie globalnego terroryzmu.