Miliardy na wsparcie kierowców w zamrażarce
Nadzieje na szybkie obniżki cen na stacjach benzynowych muszą zostać odłożone w czasie. Wszystko za sprawą decyzji prezydenta Karola Nawrockiego, który skierował do Trybunału Konstytucyjnego ustawę wprowadzającą podatek od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych. Taki ruch w trybie kontroli prewencyjnej oznacza jedno: przepisy nie wejdą w życie, dopóki sędziowie nie ocenią ich zgodności z ustawą zasadniczą.
Dla budżetu państwa i portfeli obywateli to potężny cios. Według wyliczeń resortu finansów, zablokowany mechanizm miał przynieść 4 miliardy złotych. Środki te planowano przeznaczyć bezpośrednio na działania osłonowe, które chroniłyby polskie rodziny przed drożyzną przy dystrybutorach.
Dlaczego Pałac Prezydencki mówi „stop”?
Argumentacja płynąca z otoczenia głowy państwa skupia się na kwestiach prawnych i rynkowych. Prezydent wyraził głębokie obawy dotyczące fundamentalnej zasady lex retro non agit, czyli niedziałania prawa wstecz. W opinii Pałacu, forsowane przez rząd rozwiązania mogłyby naruszać stabilność systemu prawnego.
Pojawiają się również obawy o realny wpływ nowej daniny na rynek. Paweł Szefernaker, szef gabinetu prezydenta, wskazuje na ryzyka:
- Dodatkowe obciążenia dla koncernów mogą zostać przerzucone na klientów, co wywołałoby drastyczne podwyżki.
- Zamiast nowych podatków, rząd powinien rozważyć obniżenie akcyzy lub stawki VAT na paliwa.
- Wprowadzanie kolejnych danin może zdestabilizować sektor energetyczny.
Ostra wymiana zdań na szczytach władzy
Decyzja prezydenta wywołała natychmiastową i bardzo emocjonalną reakcję premiera. Donald Tusk w swoich wypowiedziach nie gryzł się w język, sugerując, że to właśnie postawa głowy państwa uniemożliwia obniżenie cen paliw. Premier zaapelował do Polaków, by o tym fakcie pamiętali podczas każdej wizyty na stacji benzynowej.
Kierowcy powinni zapamiętać tę decyzję przy dystrybutorach
W podobnym tonie wypowiada się minister finansów Andrzej Domański. Jego zdaniem, blokowanie ustawy to działanie sprzyjające wielkim korporacjom paliwowym kosztem przeciętnego obywatela. Według ministra, brak tych funduszy znacząco komplikuje planowanie budżetowe i ogranicza możliwości rządu w walce z inflacją energetyczną.