Tragedie i wypadki

Rajd na fotelu, areszt i ucieczka na Ukrainę. Dziki horror w Bielsku-Białej

Nocny rajd na obrotowym fotelu zakończony krwawą łaźnią. Bielscy śledczy rozbijają agresywną szajkę, ale jeden ze sprawców zdążył już czmychnąć na Ukrainę. Znamy brutalne kulisy i stan zmasakrowanych ofiar.
Rajd na fotelu, areszt i ucieczka na Ukrainę. Dziki horror w Bielsku-Białej

Nocna farsa, która w ułamku sekundy przerodziła się w festiwal bezmyślnej, bestialskiej brutalności. Bielsko-Biała żyje wstrząsającymi szczegółami podwójnego pobicia, za którym stoi grupa rozjuszonych obcokrajowców. Prokuratura Okręgowa odsłania kolejne karty, a zza urzędowych komunikatów wyłania się obraz czystej, bezsensownej agresji, która dla jednej z ofiar skończyła się kompletnie zmasakrowaną twarzą.

Farsa, która skończyła się krwawą jatką. Fotel obrotowy i ślepa agresja

Zaczęło się od groteski, która idealnie pasowałaby do internetowych filmików o patologicznych zachowaniach. Trzech obywateli Ukrainy i towarzysząca im kobieta postanowili urządzić sobie rajd po chodnikach i ulicy na... obrotowym fotelu biurowym znalezionym na osiedlowym śmietniku. Kiedy jednak niewinna zabawa zaczęła eskalować w ordynarne zakłócanie ciszy nocnej, a przypadkowi przechodnie próbowali studzić emocje, furiaci natychmiast zmienili front. Zabawa w kółko graniaste ustąpiła miejsca szałowi bitewnemu, a agresorzy rozpoczęli regularne polowanie na ludzi.

Pierwszy z zatrzymanych, 24-letni Vladyslav K., trafił już pod opiekuńcze skrzydła wymiaru sprawiedliwości. Co ciekawe, w kuluarach bielskiej prokuratury głośno mówi się o jego specyficznej amnezji procesowej i taktycznym dawkowaniu prawdy. Mężczyzna nie gryzł się w język i bez oporów przyznał się do skatowania swojego rodaka pod koniec czerwca. Gdy jednak na stół wjechały twarde dowody dotyczące brutalnego ataku na 27-letniego Polaka z kolejnej nocy, oskarżony nagle zmienił śpiewkę, zaryglował się w swojej wersji wydarzeń i idzie w zaparte, udając niewiniątko.

Anatomia zniszczenia: Ofiary zmasowanego ataku w diagnozach lekarzy

Bezlitosne pięści i buty napastników zostawiły na ciałach poszkodowanych potworne ślady. Medyczne raporty, które trafiły na biurko prokuratora prowadzącego śledztwo, nie pozostawiają złudzeń co do skali ulicznego sadyzmu:

  • 27-letni Polak: Główna ofiara weekendowego amoku doznała koszmarnych obrażeń twarzoczaszki. Lekarze zdiagnozowali potężne stłuczenia głowy w okolicy czołowej i jarzmowej oraz złamanie obu kości nosa – w tym prawej z drastycznym przemieszczeniem. Urazy kończyn i rozległy obrzęk sprawiły, że biegli bez wahania ocenili rozstrój zdrowia na okres powyżej 7 dni.
  • Obywatel Ukrainy (ofiara z 27 czerwca): Pierwszy cel rozszalałej szajki miał w tym nieszczęściu odrobinę więcej szczęścia. Brutalne bicie skończyło się na zmasowanych stłuczeniach głowy, lewego łokcia, prawego przedramienia oraz kolana, co ostatecznie zakwalifikowano jako naruszenie narządów poniżej tygodnia.

Jeden za kratami, drugi za granicą. Wielka ucieczka przed sprawiedliwością

Temida zareagowała ostro i bez zbędnych dyplomatycznych ceregieli. Sąd Rejonowy w Bielsku-Białej wbił Vladyslavowi K. trzymiesięczny bilet do tymczasowego aresztu, argumentując to realną obawą mataczenia, próbą wpływania na świadków oraz gigantycznym ryzykiem ucieczki z kraju. I jak się okazuje, sędziowie mieli niesamowitego nosa. Gdy policja pakowała 24-latka do celi, jego kompan z gangu realizował już swój ewakuacyjny plan. Drugi z głównych furiatów dokładnie 30 czerwca – w dniu zatrzymania kolegi – czmychnął przez granicę i uciekł z powrotem na Ukrainę.

Zarzuty z art. 158 § 1 Kodeksu karnego to nie są podwórkowe przepychanki – sprawcom grozi do 5 lat bezwzględnego więzienia. W sprawę namierzania uciekiniera, oprócz prokuratury i policji, wbiła się już Straż Graniczna. W kuluarach huczy od deklaracji, że powrót do ogarniętej wojną ojczyzny nie zapewni mu bezkarności, a polskie służby zrobią wszystko, by doprowadzić go przed oblicze sądu.