Nadchodzące wybory sędziowskie mogą przynieść istotną zmianę układu sił wewnątrz Trybunału Konstytucyjnego. Według byłego przewodniczącego tej instytucji, Jerzego Stępnia, wyłonienie tak zwanego ósmego sędziego stworzy zupełnie nową dynamikę w organie, ograniczając obecne wpływy Bogdana Święczkowskiego.
Historyczny przewrót czy powtórka z 1989 roku?
Ekspert zauważa, że pojawienie się nowej większości w TK może skłonić pozostałych członków składu orzekającego do dostosowania się do nowych realiów. Sytuacja ta przywodzi na myśl wydarzenia z okresu transformacji ustrojowej, gdy nominaci Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” wyznaczyli nowy kierunek prac instytucji.
Zdaniem Stępnia nie oznacza to jednak, że zmiana powinna odbywać się w atmosferze politycznego rewanżu. Próby przejmowania instytucji na siłę mijać się mają z celem.
Cena braku apolityczności – przestroga ze Strasburga
Aby naświetlić zagrożenia wynikające z zasiadania w sądzie konstytucyjnym osób związanych z polityką, były szef TK przywołuje epizod ze swojej dawnej kariery. Zanim został sędzią, pełnił funkcję senatora w czasach rządu Jerzego Buzka i głosował nad przepisami dotyczącymi Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego.
Gdy ta sama regulacja trafiła do rozpatrzenia przez TK, Stępień brał udział w wydawaniu wyroku. Choć polski organ nie dopatrzył się przeciwwskazań, sprawa trafiła do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Finał okazuje się wymowną przestrogą:
- Spór zakończył się ugodą zawartą między polskim rządem a reprezentantami Kościoła Prawosławnego.
- Skarb Państwa musiał wypłacić wielomilionową rekompensatę, by uniknąć kompromitacji na forum międzynarodowym.
Sędzia sądu konstytucyjnego musi być w pełni niezależny. Brak bezstronności podważa sens istnienia całej instytucji
– przestrzega były przewodniczący.
Krytyka decyzji większości rządzącej
Swoiste zastrzeżenia budzi także obecny sposób wyłaniania sędziów. Wskazanie Macieja Berka jako kandydata do TK wywołało krytykę ze strony części środowiska prawniczego. Obserwatorzy zwracają uwagę na pewien paradoks – rządząca koalicja decyduje się na przeprowadzenie procedury według reguł uchwalonych przez poprzedników z PiS.
Stało się tak po tym, jak nowo uchwalone przepisy zostały zablokowane przez prezydenta i skierowane do zbadania przez TK. W efekcie nowa większość sięga po rozwiązania, które sama wcześniej podważała, co Stępień ocenia jako poważną pomyłkę wizerunkową i strategiczną.
Jakiej reformy potrzebuje sądownictwo?
Według eksperta właściwa regeneracja organu nie wymaga spektakularnych akcji politycznych. Kluczem do odzyskania prestiżu przez instytucję jest powoływanie prawników o niepodważalnym dorobku, charakteryzujących się niezależnością poglądów oraz silnym kręgosłupem moralnym.