Celebrity news

Piekło za 5000 zł i „choroby wieku dziecięcego”. Imperium Gołębiewskiego kontra Książulo

Awaria klimatyzacji przy 32 stopniach i brudna woda w luksusowym apartamencie. Po miażdżącym filmie Książula właściciel hotelu Gołębiewski przerywa milczenie w „Forbes”. Twierdzi, że influencer przesadza, a goście są zachwyceni.
Piekło za 5000 zł i „choroby wieku dziecięcego”. Imperium Gołębiewskiego kontra Książulo

Kiedy płacisz niemal pięć tysięcy złotych za jedną dobę w luksusowym apartamencie, oczekujesz standardu, który zwala z nóg. Tymczasem najpopularniejszy polski recenzent kulinarny i internetowy tester rzeczywistości, Książulo, w swoim najnowszym materiale pokazał coś zupełnie innego – walkę o przetrwanie w luksusowej saunie. Film wywołał potężne trzęsienie ziemi wizerunkowe, a na reakcję drugiej strony nie trzeba było długo czekać. Na łamach „Forbesa” głos zabrał sam właściciel imperium, Jarosław Gołębiewski. Zamiast sypania głowy popiołem, mamy jednak klasyczną obronę oblężonej twierdzy.

32 stopnie w pokoju i brudna woda, czyli luksus w wersji ekstremalnej

Przypomnijmy, co tak naprawdę rozsierdziło internetową społeczność i obnażyło kulisy nowego, flagowego obiektu sieci. Książulo bezlitośnie obnażył potknięcia giganta: klimatyzacja w jego bajońsko drogim apartamencie padła na cały dzień, rozgrzewając pomieszczenie do ponad 32 stopni Celsjusza. Co gorsza, obsługa miała związane ręce – usterka była masowa, więc o przenosinach do innego pokoju można było zapomnieć. Do tego z kranów sączyła się podejrzana, brudna ciecz. Youtuber rzucił snop światła na problem, który, jak się szybko okazało, nie dotyczył tylko jego. Inni wczasowicze natychmiast podłapali temat, punktując zamknięte salony gier, nieczynne kluby, niedziałające atrakcje oraz wszechobecny organizacyjny chaos.

Obrona przez umniejszanie: Następnego dnia rodzina była zadowolona

Jarosław Gołębiewski w rozmowie z prestiżowym magazynem biznesowym nie gryzł się w język. Choć oficjalnie deklaruje proklencką postawę, w kuluarach jego wypowiedzi wyraźnie czuć rozgoryczenie i próbę zdezawuowania krytyki ze strony influencera. Właściciel twierdzi, że internetowy wyrok jest dla jego biznesu głęboko niesprawiedliwy.

  • Teoria „zapowietrzenia”: Hotelarz tłumaczy, że usterki systemu chłodzenia to błahe awarie, które obsługa eliminuje od ręki. Jako dowód podał fakt, że dobę po wyjeździe youtubera w tym samym pokoju kwaterowała już „zadowolona rodzina”.
  • Spychologia wodociągowa: Kwestię brudnej wody Gołębiewski sprytnie odbił od swojego wizerunku, przerzucając odpowiedzialność na infrastrukturę zewnętrzną. Zaznaczył, że hotel pije z tego samego źródła, co cała gmina Rewal.
  • Choroby wieku dziecięcego: Każda nowa inwestycja – zdaniem właściciela – musi swoje odchorować, a potknięcia na starcie są rzeczą całkowicie naturalną.

Głos ludu kontra Excel właściciela. Kto tu naprawdę ma rację?

Najciekawszy w całej obronie wydaje się jednak rozdźwięk między tym, co widzimy w komentarzach pod filmem, a tym, co widzi zarząd hotelu. Gołębiewski z rozbrajającą pewnością siebie przekonuje, że miliony odsłon negatywnej recenzji to tylko margines, a machina marketingowa działa bez zarzutu.

Przyjęliśmy zasadę, że u nas gość ma zawsze rację, nawet jeśli na podstawie faktów można dyskutować o opiniach czy odczuciach. Cieszy mnie to, że ogrom relacji w mediach społecznościowych jest pozytywny. To świadczy o tym, że odwiedzający nas są zadowoleni.

Biznesowy optymizm właściciela może jednak zderzyć się z brutalną rzeczywistością algorytmów. W dobie internetu to nie właściciel w garniturze, a facet z kamerą i rzeszą lojalnych widzów dyktuje warunki gry i definiuje pojęcie „luksusu”. Próba zamiecenia problemu pod dywan za pomocą narracji o „zadowolonych rodzinach” może tylko podbić bębenek krytyki. Wygląda na to, że choroba wieku dziecięcego rzeszowskiego giganta nad morzem może potrwać znacznie dłużej, a pacjent – zamiast szybkiego powrotu do zdrowia – właśnie zafundował sobie potężny wizerunkowy stan zapalny.