Medyczne wyjaśnienie kontrowersyjnej pomyłki
Marianna Schreiber, która niedawno stała się obiektem drwin po swojej wypowiedzi na temat flag widocznych przy trasie S6, postanowiła zareagować na krytykę w nietypowy sposób. Celebrytka ogłosiła w mediach społecznościowych, że jej błąd nie wynikał z braku wiedzy, lecz z poważnej wady wzroku. Według jej najnowszej relacji cierpi ona na tritanopię.
To rzadkie zaburzenie sprawia, że pacjent ma ogromne trudności z właściwym rozróżnianiem barwy niebieskiej oraz żółtej. Aby uwiarygodnić tę wersję, influencerka zaprezentowała nagrania, na których testuje specjalistyczne okulary oraz próbuje identyfikować kolory produktów w sklepie, twierdząc, że widzi je jako czarne.
Dlaczego sieć nie wierzy influencerce?
Mimo przedstawienia dowodów w postaci filmów, społeczność internetowa, szczególnie na platformie X, pozostaje wyjątkowo sceptyczna. Komentujący niemal natychmiast zauważyli fundamentalną sprzeczność w narracji Schreiber. Podnoszony jest argument, że skoro celebrytka rzekomo nie widzi barw żółtej i niebieskiej, to nie powinna była w ogóle zidentyfikować ich jako kolorów ukraińskich w swoim pierwszym, głośnym nagraniu.
„Więc skąd wiedziałaś, że tam jest flaga Ukrainy, skoro nie rozpoznajesz barw żółtej i niebieskiej?”
Wielu użytkowników sugeruje, że choroba stała się jedynie wygodną wymówką, która miała przykryć brak podstawowej wiedzy o regionie, w którym się znajdowała.
Geneza konfliktu: Kaszuby kontra Ukraina
Przypomnijmy, że całe zamieszanie zaczęło się od podróży celebrytki drogą ekspresową S6. To tam Schreiber dostrzegła czarno-żółte flagi Kaszub, które z pełnym przekonaniem uznała za barwy narodowe Ukrainy. W pierwotnym materiale wideo upierała się nawet, że wyraźnie widzi kolor niebieski, co stało się pożywką dla twórców memów.
Obecnie reakcje pod jej postami są bezlitosne. Internauci wytykają jej zbyt długi czas reakcji i próbę budowania „szopki” wokół własnego błędu:
- „Tydzień googlowałaś, by jakoś z tego wyjść” – piszą rozczarowani obserwatorzy.
- Inni wskazują, że opisywane przez nią objawy nie pokrywają się z tym, co prezentowała w momencie popełnienia wpadki.
Zamiast zakończyć dyskusję, próba medycznego uzasadnienia pomyłki jedynie podgrzała atmosferę, stawiając pod znakiem zapytania wiarygodność influencerki w oczach jej odbiorców.