Polityka

Koniec „zabawy” w alarmy bombowe. Ostry spór w Sejmie o zatrzymanych

Czy paraliżowanie pracy służb to tylko szczeniacki wybryk? Po ujęciu osób odpowiedzialnych za serię fałszywych alarmów, w parlamencie wybuchła gwałtowna kłótnia o ocenę ich czynów.
Koniec „zabawy” w alarmy bombowe. Ostry spór w Sejmie o zatrzymanych

„Nie róbcie tego, bo pójdziecie siedzieć” – takimi słowami premier Donald Tusk podsumował działania osób, które w ostatnich dniach wywoływały chaos, zgłaszając nieprawdziwe zagrożenia. Choć sprawa ma charakter kryminalny, błyskawicznie przeniosła się na salę sejmową, stając się powodem ostrej wymiany zdań między rządem a opozycją.

Polityczna walka o definicję sprawców

Punktem zapalnym stało się wystąpienie posłanki PiS Wioletty Kulpy. Parlamentarzystka zakwestionowała skalę sukcesu ogłoszonego przez resort spraw wewnętrznych. Według jej oceny, zamiast rozbicia siatki powiązanej z obcymi wywiadami, służby zatrzymały jedynie młodych ludzi, którzy traktowali swoje działania jako formę żartu.

Opozycja sugeruje, że jeśli polskie państwo zostało postawione na nogi przez dwudziestolatków, to świadczy to o słabości systemu bezpieczeństwa. Kulpa ironizowała z mównicy, że „młodzi chłopcy” zdołali ograć najważniejsze osoby w kraju, co jej zdaniem podważa powagę instytucji państwowych.

Resort spraw wewnętrznych: To nie dzieci, to przestępcy

Na taką argumentację stanowczo odpowiedziało kierownictwo MSWiA. Minister Marcin Kierwiński w mediach społecznościowych sprostował, że zatrzymano trzy osoby, a ich działalność miała charakter zorganizowany. Podkreślił, że nazywanie ich „chłopcami” jest nieporozumieniem, gdyż mamy do czynienia z osobami łamiącymi prawo w sposób systemowy.

Wiceszef resortu Czesław Mroczek zaapelował do polityków, aby nie próbowali wybielać sprawców. Zwrócił uwagę na kluczowy aspekt bezpieczeństwa:

Każde zaangażowanie służb w fikcyjną akcję to realne ryzyko dla obywateli, którzy w tym samym czasie mogą potrzebować faktycznej pomocy medycznej lub interwencji policji.

Kto był celem fałszywych zgłoszeń?

Grupa, która trafiła w ręce policji, nie wybierała celów przypadkowo. Ich działania uderzały w znane postacie życia publicznego oraz instytucje. Na liście obiektów, pod które wysyłano służby ratunkowe, znalazły się między innymi:

  • dom lidera PiS Jarosława Kaczyńskiego,
  • siedziba TV Republika oraz prywatne mieszkanie Tomasza Sakiewicza,
  • posesja byłego szefa BBN Sławomira Cenckiewicza,
  • mieszkanie matki Karola Nawrockiego, prezesa IPN.

Surowe konsekwencje prawne

Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga podjęła już konkretne kroki prawne. Zatrzymani mężczyźni usłyszeli zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, a jeden z nich jest podejrzany o kierowanie tą strukturą. Sąd podzielił argumentację śledczych i zdecydował o zastosowaniu tymczasowego aresztowania wobec podejrzanych.

Sprawa ta pokazuje, że próby destabilizacji państwa poprzez dezinformację i angażowanie służb ratunkowych będą traktowane z najwyższą surowością, niezależnie od motywacji sprawców.