Sprzeczne komunikaty Londynu i Warszawy
Sprawa 23-letniej Polki, która dopuściła się serii brutalnych zachowań wobec dzieci w Wielkiej Brytanii, nabrała nieoczekiwanego obrotu na szczeblu dyplomatycznym. Brytyjskie ministerstwo ds. bezpieczeństwa granic, reprezentowane przez Alexa Norrisa, przekazało w lutym 2026 roku informację o rzekomej deportacji kobiety do Polski. Według tamtejszych urzędników, skazana miała opuścić Wyspy, by resztę kary spędzić w ojczystym kraju.
Jednak polska administracja przedstawia zupełnie inną wersję wydarzeń. Po weryfikacji w Ministerstwie Sprawiedliwości oraz MSWiA okazało się, że polskie służby nie mają żadnych dowodów na powrót kobiety do kraju. Powstaje pytanie: co stało się z osobą, która powinna przebywać w izolacji?
Brak śladów na granicy i w dokumentach
Polskie organy ścigania i resorty odpowiedzialne za bezpieczeństwo postawiły sprawę jasno: Roksana Ł. oficjalnie nie pojawiła się na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Analiza procedur wykazała szereg uchybień lub nieścisłości po stronie brytyjskiej:
- Brak oficjalnej dokumentacji: Strona polska nie otrzymała akt w trybie Konwencji o przekazywaniu osób skazanych.
- Brak procedury readmisji: Nie uruchomiono standardowych kanałów powrotowych stosowanych w takich przypadkach.
- Brak rejestracji wjazdu: Systemy graniczne nie odnotowały faktu przekroczenia granicy przez skazaną.
Mimo zapewnień z Londynu, że polska strona została powiadomiona o wyroku w celu zabezpieczenia dalszych kroków prawnych, polskie ministerstwa kategorycznie odcinają się od tych twierdzeń.
Brutalne traktowanie podopiecznych w Londynie
Przypomnijmy, że sprawa dotyczy bulwersujących wydarzeń z placówek opiekuńczych w Twickenham oraz Hounslow. Roksana Ł. została uznana za winną znęcania się nad 21 dziećmi. Dowody w tej sprawie były bezsporne – monitoring zarejestrował, jak opiekunka szczypała, kopała i z dużą siłą rzucała maluchy na materace, narażając je na obrażenia twarzy i głowy.
Sąd w Londynie wymierzył jej karę ośmiu lat więzienia. Skala okrucieństwa wobec bezbronnych dzieci wywołała ogromne poruszenie społeczne, a obecne zamieszanie wokół miejsca pobytu skazanej tylko potęguje lęk rodziców ofiar.
Niepewność rodzin i pytania o sprawiedliwość
"Polskie służby zostały poinformowane o jej skazaniu, aby mogły podjąć odpowiednie działania"
Powyższe twierdzenie strony brytyjskiej stoi w całkowitej sprzeczności z faktami ustalonymi przez polskich dziennikarzy i urzędników. Taki stan rzeczy sugeruje poważny paraliż komunikacyjny między służbami obu państw. Rodziny poszkodowanych dzieci obawiają się, że błędy proceduralne mogą doprowadzić do sytuacji, w której agresywna opiekunka uniknie pełnej odpowiedzialności za swoje czyny, znikając z radaru wymiaru sprawiedliwości obu krajów.