Dyplomacja

Waszyngton buduje most do Moskwy. Bruksela walczy o miejsce przy stole

Amerykańska administracja otwiera bezpośrednie kanały komunikacji z Kremlem. Unia Europejska, mimo miliardowych nakładów na pomoc Ukrainie, obawia się, że o losach pokoju zadecyduje sam Donald Trump.
Waszyngton buduje most do Moskwy. Bruksela walczy o miejsce przy stole

Amerykańscy wysłannicy ruszają na Wschód

Biały Dom coraz wyraźniej sygnalizuje, że zamierza prowadzić rozmowy o zakończeniu wojny na własnych zasadach. Kluczowymi postaciami w tej układance stają się Steve Witkoff oraz Jared Kushner, którzy jako specjalni przedstawiciele mają nawiązać bezpośredni kontakt z rosyjskimi władzami. Taki ruch sugeruje powstanie alternatywnego kanału komunikacji, omijającego dotychczasowe struktury dyplomatyczne Starego Kontynentu.

Sygnałem do zmiany kursu była m.in. obszerna rozmowa telefoniczna Donalda Trumpa z Władimirem Putinem, przeprowadzona w dniu osiemdziesiątych urodzin amerykańskiego polityka. Sam Trump optymistycznie ocenia szanse na porozumienie, wskazując na rzekomą gotowość obu stron konfliktu do podjęcia negocjacji.

Kto zapłaci, ten zdecyduje?

Perspektywa porozumienia ponad głowami Europejczyków budzi silny opór w Brukseli, Paryżu i Berlinie. Unijni liderzy, z Ursulą von der Leyen na czele, przypominają o ogromnym zaangażowaniu finansowym Wspólnoty. Argumenty finansowe mają być głównym atutem Europy w walce o podmiotowość:

  • Dotychczasowe wsparcie z budżetu UE osiągnęło poziom 90 miliardów euro.
  • Europejskie środki pokrywają obecnie około dwóch trzecich potrzeb finansowych Kijowa na najbliższe dwa lata.
  • Planowane są kolejne fundusze, w tym 15 miliardów euro pożyczek na rozwój sektora zbrojeniowego.

Prezydent Emmanuel Macron jasno daje do zrozumienia, że kontynent, który bierze na siebie ciężar utrzymania ukraińskiej państwowości, nie może zostać sprowadzony do roli biernego obserwatora.

Rozbieżne wizje sankcji i gospodarki

Podczas gdy Europa pracuje nad 21. pakietem restrykcji wymierzonych w rosyjskie tankowce, Waszyngton wykazuje dużą powściągliwość. Amerykańska administracja obawia się, że zbyt agresywne uderzenie w eksport surowców z Rosji wywoła szok cenowy na rynku ropy, co negatywnie odbije się na kondycji gospodarki USA. Ten rozdźwięk pokazuje, że priorytety obu brzegów Atlantyku zaczynają się rozjeżdżać.

Samodzielny ruch mocarstw europejskich

W obliczu niepewności co do planów Trumpa, kraje grupy E3 (Francja, Niemcy i Wielka Brytania) zdecydowały się na własną inicjatywę. Ich przedstawiciele spotkali się w Moskwie z rosyjskim wiceszefem dyplomacji, by przedstawić Europę jako gracza o konkretnych wymaganiach.

Unijna dyplomacja domaga się pełnego zawieszenia broni oraz twardych gwarancji bezpieczeństwa, odrzucając pomysł uznania obecnej linii frontu za docelową granicę państwową.

Pytanie o to, czy Donald Trump uwzględni te postulaty, pozostaje otwarte. Amerykańscy urzędnicy przekonują, że tylko ich lider posiada odpowiednią siłę przebicia, by zmusić strony do pokoju, co stawia Europę w trudnym położeniu między nadzieją na koniec wojny a lękiem przed utratą wpływów na arenie międzynarodowej.