Konflikty międzynarodowe

Rosyjskie tankowce na celowniku. Dlaczego drony ich nie zatapiają?

Ukraińskie ataki na rosyjską flotę transportową sieją chaos w logistyce, mimo że trafione jednostki często utrzymują się na wodzie. Poznaj techniczne i taktyczne kulisy morskich starć.
Rosyjskie tankowce na celowniku. Dlaczego drony ich nie zatapiają?

Logistyczny paraliż zamiast widowiskowych wraków

Wojna na Morzu Czarnym przyzwyczaiła nas do nagrań z kamer morskich dronów, które kończą się potężną eksplozją przy burcie rosyjskich statków. Jednak statystyki pokazują ciekawą zależność: mimo zgłoszonych przez Ukrainę 116 trafień, wiele z tych jednostek nie idzie na dno. Nie oznacza to jednak porażki atakujących.

Kluczowym efektem tych operacji jest strategiczne odcięcie szlaków zaopatrzeniowych. Przykładem może być wyłączenie z ruchu Kanału Azowsko-Dońskiego w połowie lipca, co wymusiło na Rosjanach całkowitą reorganizację dostaw paliwa. Zamiast skupiać się wyłącznie na niszczeniu fizycznym, Ukraińcy dążą do wywołania chaosu w transporcie dla wojsk operujących na południu.

Dlaczego stalowe kolosy są tak wytrzymałe?

Przeciętny obserwator może być zaskoczony, że mały tankowiec o nośności kilku tysięcy ton potrafi przetrwać bezpośrednie uderzenie. Odpowiedź kryje się w rygorystycznych normach budowy statków handlowych:

  • System grodzi wodoszczelnych: Wnętrze kadłuba jest podzielone na odseparowane segmenty. Zalanie jednego z nich nie powoduje automatycznego zatonięcia.
  • Podwójne poszycie: Dodatkowa bariera ochronna amortyzuje energię wybuchu, chroniąc kluczowe zbiorniki z ładunkiem.
  • Właściwości fizyczne cieczy: Transportowane paliwa paradoksalnie mogą stabilizować jednostkę przy określonych uszkodzeniach.

Drony to nie pociski przeciwokrętowe

Warto zauważyć, że głowice bojowe instalowane w bezzałogowcach są znacznie lżejsze niż te w klasycznej broni rakietowej. Systemy takie jak NSM czy Harpoon dysponują siłą ognia zdolną do natychmiastowego przełamania konstrukcji statku. W przypadku dronów mamy do czynienia z mniejszą masą materiału wybuchowego, co często skutkuje jedynie uszkodzeniami zewnętrznymi, a nie całkowitą destrukcją.

Nawet w czasach historycznych konfliktów morskich, posłanie dużego tankowca na dno wymagało wielokrotnych trafień torpedami i trwało wiele godzin.

Nowy kierunek: uderzenie w systemy sterowania

Widząc odporność kadłubów, ukraińscy operatorzy coraz częściej wybierają inne cele. Zamiast przebijać burtę, celują w nadbudówki i ośrodki dowodzenia. Wyeliminowanie aparatury nawigacyjnej lub załogi sprawia, że statek staje się bezużyteczny na wodzie. Taka jednostka musi zostać odholowana do portu, co wyklucza ją z użytku na długi czas, generując ogromne koszty i opóźnienia.

Skuteczność tej metody potwierdziły wydarzenia z nocy na 13 lipca, kiedy to w krótkim czasie uszkodzono aż 15 jednostek jednocześnie. Choć większość z nich nie zatonęła, ich wyłączenie z eksploatacji jest dla rosyjskiej armii równie dotkliwe, co fizyczna utrata statku.