Zakończyło się wielowątkowe postępowanie dotyczące burzliwych wydarzeń w radomskim magistracie. Prokuratura Rejonowa Radom-Wschód poddała analizie zachowanie uczestników ubiegłorocznego protestu, w tym znanego działacza narodowego Roberta Bąkiewicza. Decyzje śledczych zamykają ważny rozdział w sporze o bezpieczeństwo i porządek podczas obrad samorządu.
Bąkiewicz nie złamał prawa na mównicy
Najważniejsza część śledztwa skupiała się na aktywności Roberta Bąkiewicza podczas sesji poświęconej migrantom. Prokurator Cezary Ołtarzewski poinformował, że w działaniach lidera narodowców nie dopatrzono się znamion czynu zabronionego. Śledczy badali m.in. kwestię blokowania mównicy oraz rzekomego zastraszania radnych w celu wpłynięcia na ich decyzje w głosowaniu.
Podobne wnioski wyciągnięto w kontekście przepychanek z funkcjonariuszami straży miejskiej. Choć na sali panował chaos, prokuratura uznała, że interwencja służb i opór protestujących nie nosiły cech przestępstwa. Tym samym Bąkiewicz został w pełni oczyszczony z zarzutów karnych w tym zakresie.
Agresja bez kary: Sprawcy pozostają anonimowi
Mniej optymistyczne wieści płyną z pozostałych trzech wątków dochodzenia. Prokuratura potwierdziła, że w trakcie awantury doszło do czynów o charakterze kryminalnym, jednak nie udało się ustalić ich autorów. Z tego powodu postępowania w tych sprawach zostały umorzone.
- Oplucie radnej: Naruszenie nietykalności cielesnej przedstawicielki samorządu nie znalazło finału w sądzie.
- Groźby karalne: Śledczym nie udało się zidentyfikować osoby, która groziła śmiercią jednemu z radnych.
- Działania zniesławiające: Autorzy ulotek i plakatów uderzających w dobre imię lokalnych polityków również pozostają nieznani.
Tło politycznego sporu w Radomiu
Całe zamieszanie miało miejsce podczas nadzwyczajnego spotkania radnych, które zwołano na wniosek Prawa i Sprawiedliwości. Głównym punktem zapalnym był projekt utworzenia w mieście Centrum Integracji Cudzoziemców (CIC). Na sali obecni byli prominentni politycy, tacy jak Radosław Fogiel czy Marek Suski.
Wydarzenia te doprowadziły do przerwania obrad przez przewodniczącego Mateusza Tyczyńskiego i wezwania na miejsce policji.
Sprawa ta przez wiele miesięcy budziła ogromne emocje w regionie, stając się symbolem napięć wokół polityki migracyjnej na szczeblu lokalnym. Dzisiejsza decyzja prokuratury kończy formalne wyjaśnianie tych incydentów, mimo że najbardziej drastyczne zachowania pozostaną bezkarne.