Polityka

Paliwowy szok: Ceny szybują w górę, politycy przerzucają się odpowiedzialnością

Po wygaśnięciu rządowego programu "Ceny Paliw Niżej" kierowcy mierzą się z drastycznym wzrostem cen na stacjach. Sytuacja wywołała ostre reakcje polityczne, z Jarosławem Kaczyńskim na czele, który obarcza winą premiera Donalda Tuska.
Paliwowy szok: Ceny szybują w górę, politycy przerzucają się odpowiedzialnością

Koniec tarczy paliwowej i gwałtowny wzrost cen

Polscy kierowcy z początkiem września doświadczyli znaczącego wzrostu cen na stacjach paliw. Drastyczne podwyżki są bezpośrednim skutkiem zakończenia rządowego programu „Ceny Paliw Niżej” (CPN), który przez wiele miesięcy chronił portfele konsumentów przed pełnymi kosztami. Od 1 września na stacjach benzynowych ponownie obowiązuje podstawowa, 23-procentowa stawka podatku VAT.

Przed wygaśnięciem tarczy paliwowej, do końca sierpnia, ceny były ściśle regulowane. Benzyna Pb95 nie mogła przekroczyć 6,64 zł za litr, Pb98 kosztowała maksymalnie 7,46 zł, a olej napędowy 7,31 zł. Stacje, które nie przestrzegały tych limitów, narażały się na wysokie kary finansowe, sięgające nawet miliona złotych. Obecne stawki, jak wskazują eksperci, osiągają poziomy nienotowane od ponad dwóch dekad.

Polityczna burza wokół drożyzny

Nagły skok cen paliw natychmiast stał się areną politycznych starć. Prezes Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński, w ostrym tonie skrytykował premiera Donalda Tuska. W swoim wpisie na platformie X, lider opozycji przypomniał o przedwyborczych obietnicach szefa rządu.

„Miało być paliwo po 5,19 zł, a nie po 9,15 zł/L! Do roboty, Donaldzie Tusku!” – napisał Jarosław Kaczyński, nawiązując do szeroko komentowanych deklaracji dotyczących niskich cen paliw.

Krytyka ta podkreśla narastające napięcia w polityce krajowej, gdzie kwestia kosztów życia, w tym cen paliw, pozostaje jednym z kluczowych tematów debaty publicznej.

Rząd kontra Prezydent: spór o finansowanie osłon

Rządząca koalicja, ustami ministra energii Miłosza Motyki z PSL, wskazuje na inne źródło problemu. Minister Motyka poinformował, że środki budżetowe przeznaczone na program CPN wyczerpały się z końcem sierpnia. Podkreślił jednocześnie, że program mógłby być kontynuowany, gdyby weszła w życie ustawa o opodatkowaniu ponadnormatywnych zysków koncernów naftowych.

„Program działałby dalej, gdybyśmy mieli podpisaną, a nie odesłaną do Trybunału Konstytucyjnego ustawę o ponadnormatywnych, nadzwyczajnych zyskach koncernów naftowych. To było działanie polityczne pana prezydenta. Prezydent zablokował finansowanie pakietu CPN na kolejne tygodnie i miesiące” – tłumaczył Miłosz Motyka.

Projekt wspomnianej ustawy został jednak skierowany przez Prezydenta Karola Nawrockiego do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej, co skutecznie uniemożliwiło jego wejście w życie.

Wątpliwości konstytucyjne i globalne wyzwania

Prezydent Karol Nawrocki uzasadnił swoją decyzję poważnymi wątpliwościami dotyczącymi zgodności przepisów z Konstytucją. Głównym zarzutem było to, że ustawa zakładała opodatkowanie dochodów firm paliwowych wstecz, od początku marca, co zdaniem głowy państwa narusza zasadę niedziałania prawa wstecz.

Poza wewnętrznymi sporami politycznymi, na obecne, wysokie ceny paliw wpływa również szereg czynników zewnętrznych i obciążeń budżetowych. Należą do nich zaognienie konfliktu na Bliskim Wschodzie oraz potencjalna blokada strategicznej cieśniny Ormuz, które destabilizują światowe rynki ropy. Dodatkowo, budżet państwa jest obciążony znacznymi wydatkami na obronność, ochronę zdrowia, edukację i infrastrukturę. Z uwagi na stan finansów publicznych, rząd nie planuje przedłużenia tarczy cenowej, co oznacza, że kierowcy muszą przygotować się na dalsze wyzwania związane z kosztami tankowania.