Kontrowersyjny transfer do chińskiego giganta
Péter Szijjártó, do niedawna jedna z najważniejszych postaci w otoczeniu Viktora Orbána, wywołał falę krytyki swoją nową ścieżką zawodową. Po zrzeczeniu się mandatu poselskiego, polityk objął eksponowane stanowisko dyrektorskie w chińskim koncernie BYD. Sprawa budzi ogromne emocje, ponieważ to właśnie za kadencji Szijjártó firma ta otrzymała gigantyczne wsparcie finansowe z budżetu państwa na budowę fabryki w Segedynie.
Zarobki byłego ministra w sektorze prywatnym są określane jako astronomiczne. Według doniesień medialnych, miesięczna pensja Szijjártó może wynosić od 20 do nawet 30 milionów forintów. W przeliczeniu na polską walutę daje to kwotę rzędu 240–350 tysięcy złotych miesięcznie. Tak bezpośrednie przejście z administracji rządowej do biznesu wspieranego publicznymi pieniędzmi budzi poważne podejrzenia o korupcyjny charakter transakcji.
Podejrzenia o współpracę z Kremlem
Równolegle do wątków finansowych, węgierskie służby zajmują się sprawą bezpieczeństwa narodowego. Na jaw wychodzą dokumenty sugerujące niebezpiecznie bliskie relacje byłego ministra z rosyjskim MSZ. Pojawiły się doniesienia, jakoby polityk regularnie przekazywał Siergiejowi Ławrowowi poufne szczegóły dotyczące wewnętrznych narad Rady Unii Europejskiej.
Wątpliwości budzą również działania podejmowane podczas wiosennej kampanii wyborczej. Istnieją podejrzenia, że strona rosyjska lobbowała u węgierskiego ministra w sprawie modyfikacji unijnych list sankcyjnych. Celem miało być usunięcie z nich konkretnych osób powiązanych z reżimem w Moskwie, co uderzałoby w solidarność wspólnoty europejskiej.
Reakcje i przebieg śledztwa
Obecna szefowa dyplomacji, Anita Orbán, odniosła się do sprawy z dystansem, wskazując na standardy obowiązujące w innych krajach wspólnoty. Zauważyła, że błyskawiczne objęcie fotela dyrektorskiego w firmie, która wcześniej korzystała z państwowych dotacji, jest zjawiskiem wysoce niepokojącym.
W Europie Zachodniej nie jest zwyczajem, aby były minister obejmował stanowisko w firmie, której wcześniej udzielał dotacji państwowych, zaledwie kilka miesięcy po odejściu z urzędu.
Kluczową rolę w ujawnieniu afery odegrał Péter Magyar, który nagłośnił istnienie obciążających materiałów. Choć wiele szczegółów postępowania pozostaje obecnie tajnych ze względu na bezpieczeństwo państwa, rząd zapowiada stopniowe publikowanie wyników dochodzenia. Dokumenty mają być sukcesywnie odtajniane, gdy tylko pozwoli na to sytuacja procesowa.