Bolesne sprostowanie ze szpitalnego łóżka
Wyobraźmy sobie sytuację, w której ciężko chore dziecko musi tłumaczyć światu, że wciąż żyje. Taki scenariusz stał się udziałem Mai Mecan, której nazwisko pojawiło się w nagłówkach największych portali w kontekście... jej własnej śmierci. Dziewczynka, która niedawno obchodziła 12. urodziny, opublikowała w mediach społecznościowych krótki komunikat, ucinający falę dezinformacji.
"To nie ja odeszłam. Nadal jestem w szpitalu i walczę, ale żyję" – napisała Maja.
Jej słowa były reakcją na błędy redakcyjne m.in. Onetu, Faktu czy TVP 3 Wrocław. Serwisy te, w pośpiechu informując o tragedii, przypisały ją niewłaściwej osobie, wywołując szok u bliskich i fanów młodej pacjentki.
Pułapka podobieństw i brak weryfikacji
Jak doszło do tak drastycznego błędu? Redaktorzy dali się zwieść kilku zbieżnościom, które przy braku rzetelnego sprawdzenia faktów, stworzyły mylny obraz sytuacji:
- Obie dziewczynki o imieniu Maja były podopiecznymi tej samej organizacji – Fundacji Cancer Fighters.
- Obie stały się rozpoznawalne dzięki projektom muzycznym z popularnymi artystami (Maja Mecan współpracowała z Bedoesem, a zmarła Maja Gadowska z Łatwogangiem).
- Pierwsza informacja o śmierci podana przez fundację nie zawierała nazwiska, co stało się paliwem dla domysłów.
W rzeczywistości tragiczna wiadomość dotyczyła 13-letniej Mai Gadowskiej. Niestety, zanim błędy poprawiono, nieprawdziwa informacja zdążyła zalać sieć.
Dziennikarstwo w dobie "owczego pędu"
Eksperci nie zostawiają na postawie mediów suchej nitki. Medioznawca prof. Adam Szynol ocenia to zjawisko jako przejaw patologicznej chęci bycia pierwszym. Zdaniem specjalisty, w tak delikatnych sprawach pośpiech jest najgorszym doradcą, a brak wykonania jednego telefonu potwierdzającego tożsamość to kardynalny błąd warsztatowy.
Skutki tej pomyłki uderzyły w dwie strony. Z jednej strony żyjąca dziewczynka musiała zmierzyć się z własnym nekrologiem, z drugiej – rodzice zmarłej Mai Gadowskiej byli świadkami, jak wizerunek ich córki jest mylony z kimś innym w chwili największej żałoby. To bolesna lekcja etyki dla całej branży informacyjnej.