Tragedie i wypadki

"Nadal żyję i walczę". Skandaliczny błąd mediów po śmierci 13-latki

Pogoń za zasięgami doprowadziła do tragicznej pomyłki w największych polskich serwisach. Media „uśmierciły” Maję Mecan, podczas gdy faktycznie odeszła inna podopieczna fundacji, Maja Gadowska.
"Nadal żyję i walczę". Skandaliczny błąd mediów po śmierci 13-latki

Bolesne sprostowanie ze szpitalnego łóżka

Wyobraźmy sobie sytuację, w której ciężko chore dziecko musi tłumaczyć światu, że wciąż żyje. Taki scenariusz stał się udziałem Mai Mecan, której nazwisko pojawiło się w nagłówkach największych portali w kontekście... jej własnej śmierci. Dziewczynka, która niedawno obchodziła 12. urodziny, opublikowała w mediach społecznościowych krótki komunikat, ucinający falę dezinformacji.

"To nie ja odeszłam. Nadal jestem w szpitalu i walczę, ale żyję" – napisała Maja.

Jej słowa były reakcją na błędy redakcyjne m.in. Onetu, Faktu czy TVP 3 Wrocław. Serwisy te, w pośpiechu informując o tragedii, przypisały ją niewłaściwej osobie, wywołując szok u bliskich i fanów młodej pacjentki.

Pułapka podobieństw i brak weryfikacji

Jak doszło do tak drastycznego błędu? Redaktorzy dali się zwieść kilku zbieżnościom, które przy braku rzetelnego sprawdzenia faktów, stworzyły mylny obraz sytuacji:

  • Obie dziewczynki o imieniu Maja były podopiecznymi tej samej organizacji – Fundacji Cancer Fighters.
  • Obie stały się rozpoznawalne dzięki projektom muzycznym z popularnymi artystami (Maja Mecan współpracowała z Bedoesem, a zmarła Maja Gadowska z Łatwogangiem).
  • Pierwsza informacja o śmierci podana przez fundację nie zawierała nazwiska, co stało się paliwem dla domysłów.

W rzeczywistości tragiczna wiadomość dotyczyła 13-letniej Mai Gadowskiej. Niestety, zanim błędy poprawiono, nieprawdziwa informacja zdążyła zalać sieć.

Dziennikarstwo w dobie "owczego pędu"

Eksperci nie zostawiają na postawie mediów suchej nitki. Medioznawca prof. Adam Szynol ocenia to zjawisko jako przejaw patologicznej chęci bycia pierwszym. Zdaniem specjalisty, w tak delikatnych sprawach pośpiech jest najgorszym doradcą, a brak wykonania jednego telefonu potwierdzającego tożsamość to kardynalny błąd warsztatowy.

Skutki tej pomyłki uderzyły w dwie strony. Z jednej strony żyjąca dziewczynka musiała zmierzyć się z własnym nekrologiem, z drugiej – rodzice zmarłej Mai Gadowskiej byli świadkami, jak wizerunek ich córki jest mylony z kimś innym w chwili największej żałoby. To bolesna lekcja etyki dla całej branży informacyjnej.