Podczas gdy Polska odgrywa kluczową rolę we wspieraniu obrony Ukrainy, jeden z byłych członków rządu zdecydował się na demonstracyjny gest poparcia dla strony agresora. Krzysztof Tołwiński, lider ugrupowania Front, udał się za wschodnią granicę, by osobiście zaangażować się w pomoc dla rosyjskiego wojska.
Apteczki dla armii Putina
Głównym punktem wizyty polityka na Białorusi było przekazanie darów przeznaczonych dla żołnierzy Federacji Rosyjskiej. Tołwiński dostarczył dwadzieścia zestawów medycznych, które mają trafić bezpośrednio do jednostek biorących udział w działaniach wojennych. Jak sam przyznał, akcja została sfinansowana z zasobów jego partii i ma stanowić czytelny sygnał sprzeciwu wobec oficjalnej linii polskiej polityki zagranicznej.
Swoje działania argumentował przekonaniem, że niesienie pomocy medycznej stoi ponad konfliktami zbrojnymi. W mediach społecznościowych przekonywał, że ten symboliczny krok ma pokazać, iż nie całe polskie społeczeństwo zgadza się z obecnym kierunkiem działań Warszawy.
Ostra retoryka i zapowiedź „rachunku”
Wystąpieniu Tołwińskiego towarzyszyły mocne oskarżenia pod adresem rodaków. Polityk w sposób radykalny ocenił postawę Polaków wobec wojny, nazywając ją błędem o wymiarze moralnym i politycznym. Jego zdaniem zaangażowanie w pomoc Kijowowi oraz dostawy broni spotkają się z dotkliwą reakcją ze strony Kremla.
W swoich wypowiedziach lider Frontu sformułował szereg kontrowersyjnych tez:
- Potępił organizowanie zbiórek na rzecz ukraińskiej armii.
- Stwierdził, że Rosja wystawi Polsce „słuszny rachunek” za obecną postawę.
- Zapowiedział wyciąganie konsekwencji wobec osób aktywnie wspierających stronę ukraińską.
„Partia polityczna Front w imieniu własnym oraz tych nielicznych (...) przekazała jako symbol, iż nie wszyscy są bezrozumni, upodleni i nieodpowiedzialni, pakiet pomocy medycznej żołnierzy Federacji Rosyjskiej” – ogłosił Tołwiński.
Od wiceministra do politycznego marginesu
Dzisiejsza aktywność Krzysztofa Tołwińskiego stoi w jaskrawej sprzeczności z jego dawną karierą w strukturach państwowych. W 2007 roku sprawował on funkcję wiceministra skarbu państwa w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, reprezentując wówczas PSL. Później związał się z Prawem i Sprawiedliwością, z ramienia którego zasiadał w ławach poselskich.
Po zakończeniu pracy w parlamencie w 2011 roku, polityk wielokrotnie zmieniał barwy partyjne, pojawiając się w okolicach Konfederacji czy ruchu Kukiz'15. Ostatecznie postawił na budowę własnej formacji Front, która obecnie służy mu do szerzenia treści otwarcie prorosyjskich i probiałoruskich. Ostatni incydent na Białorusi jest kolejnym etapem jego działalności uderzającej w polską rację stanu.