Relacje z Ukrainą i nierozliczona przeszłość Wołynia ponownie stały się zarzewiem brutalnego konfliktu w polskiej polityce. Tym razem w ostrym starciu słownym zmierzyli się politycy różnych pokoleń: były szef rządu Leszek Miller oraz przewodniczący sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, Paweł Kowal.
Padły wyjątkowo ciężkie oskarżenia
Emocje sięgnęły zenitu, gdy Leszek Miller opublikował wpis w mediach społecznościowych. Były premier nie przebierał w środkach, nazywając Pawła Kowala „odrażającym eksponentem banderyzmu”. To bezpośrednia reakcja na wcześniejsze sugestie posła Koalicji Obywatelskiej, który podał w wątpliwość zaangażowanie Millera w sprawę upamiętnienia ofiar ludobójstwa.
Co działo się w latach 2001–2004?
W odpowiedzi na żądania przedstawienia konkretów, Miller przypomniał o działaniach podejmowanych przez jego gabinet ponad dwie dekady temu. Według relacji byłego premiera, to właśnie wtedy nastąpiła intensyfikacja prac poszukiwawczych i archeologicznych na terenach dzisiejszej Ukrainy.
Wśród kluczowych działań Miller wymienił:
- Przeprowadzenie ekshumacji w miejscowościach Poryck, Ostrówki oraz Wola Ostrowiecka.
- Zabezpieczenie szczątków ofiar i dokumentację miejsc zbrodni.
- Organizację uroczystych pochówków z udziałem najwyższych władz obu państw.
Co ciekawe, Miller w swojej argumentacji przywołał postać Wiktora Janukowycza. Stwierdził, że ówczesny premier Ukrainy wykazywał większe zrozumienie dla polskiej wrażliwości historycznej niż wielu późniejszych liderów w Kijowie. Miller z ironią zauważył również, że Janukowycz nie otrzymał za to Orderu Orła Białego, co było wyraźną szpilką wbitą w obecne kierunki polskiej dyplomacji.
Od czego zaczął się spór?
Zanim doszło do ostrej riposty w sieci, Paweł Kowal wystąpił w programie Polsat News. To tam sformułował publiczne zapytanie do Leszka Millera, domagając się rozliczenia z jego dokonań na polu dyplomacji historycznej. Kowal przekonywał, że łatwo jest krytykować obecne starania rządu, podczas gdy – w jego ocenie – dawnym liderom brakowało determinacji w kwestii wydobycia szczątków pomordowanych Polaków.
„Ja mam tylko jedno pytanie: co on zrobił w sprawach ekshumacji? Niech on tu przyjdzie i powie konkretnie” – dopytywał Kowal na antenie.
Obecna wymiana zdań pokazuje, jak głębokie podziały budzi wciąż temat Wołynia, stając się narzędziem w bieżącej walce politycznej, w której argumenty historyczne mieszają się z osobistymi atakami.